Ziołowe oczyszczanie cery tłustej i trądzikowej, tonik i żel od Fitomed

Ziołowe oczyszczanie cery tłustej i trądzikowej, tonik i żel od Fitomed

• 27 lipca 2014 15 komentarzy
Cześć dziewczyny :) regularnie pisanie postów idzie mi ostatnio pod górkę ale to dlatego, że dodatkową pracę złapałam i wiadomo jak to na początku jest z wdrożeniem się. Niemniej jednak znalazłam dziś chwilę i z przyjemnością dla Was piszę :) bohaterami dzisiejszej notki jest ziołowy duet od Fitomed...


Informacje producenta: Tonik oczyszczający do cery tłustej i trądzikowej szałwia lekarska wygładza i rozjaśnia skórę, zamyka pory. Łagodzi objawy trądziku grudkowo-krostkowego, ma działanie oczyszczające i antybakteryjne. Żel do mycia twarzy do cery tłustej i trądzikowej wytwarza łagodną, swoistą dla mydlnicy, ma dobre właściwości oczyszczające, lekko ściąga rozszerzone pory, zapobiega zbyt szybkiemu przetłuszczaniu się skory. Pojemność obu 200ml, cena obu 10 zł - aktualnie w promocji, oba po 9 zł!

Moja opinia: Zacznę od toniku bo zawsze od niego poranną toaletę zaczynam. Jak widać kolor jest zupełnie niespotykany jak w drogeryjnych tonikach ale taki do niego pasuje, zapach jest bardzo ładny, nie jest typowo ziołowy według mnie, jest delikatny. Zatyczka i otwór w środku jest identyczny jak w żelu, kontrolujemy ilość jaką aplikujemy. Przyznam szczerze, że polubiłam się bardzo z tonikiem, ponieważ okazał się być jednym z lepszych jakie miałam okazję do tej pory używać. Bardzo ładnie pochłania sebum na waciku i zbiera zanieczyszczenia. Skóra jest gładka i odświeżona, pory są zamknięte a ja jestem zadowolona. Przejdę teraz do żelu, który technicznie wygląda tak samo jak tonik tyle, że jest oczywiście o rzadkiej żelowej konsystencji. Zapach w tym przypadku jest taki sam. Żel dobrze się pieni i fajnie myje twarz, w połączeniu z tonikiem oczyszczenie jest bardzo dobre. Po użyciu skóra jest mięciutka i odświeżona, pachnie jeszcze przez chwilę. Zauważyłam, że przy stosowaniu tego duetu wydzielanie sebum znacznie się zmniejszyło. Nie ma u mnie uczucia ściągnięcia skóry czy wysuszenia co jest plusem. Nie wystąpiło też żadne uczulenie czy podrażnienie. Niestety nie widzę aby te kosmetyki pomogły mi z zaskórnikami, w lecie wyskakuje mi ich więcej i być może potrzebuję czegoś bardziej agresywnego. Na początku wszystkie zalety jakie wymieniłam w recenzji były obecne, teraz zauważyłam że działanie jest nieco osłabione dlatego odstawię ten duet na jakiś czas żeby się skóra odzwyczaiła. Nie myślcie sobie, że piszę recenzję po krótkim czasie stosowania, te kosmetyki są po prostu bardzo wydajne i po miesiącu codziennego stosowania dobiłam dopiero do połowy :)

Znacie ten duet? :)

Do kupienia tutaj: http://www.fitomed.pl/sklep/

www.fitomed.pl
Dziękuję za udostępnienie kosmetyków do testów. Moja opinia jest szczera i na podstawie własnych odczuć.
Mój ulubieniec: Peeling masaż solankowy Slim No Limit - Hean Natura

Mój ulubieniec: Peeling masaż solankowy Slim No Limit - Hean Natura

• 21 lipca 2014 24 komentarze
Hej :) jak Wam weekend minął? Ja odpoczywałam dwa dni nad Jeziorem Tarnobrzeskim, pluskałam się w ciepłej wodzie i opalałam na zmianę. Po dwóch dniach mimo używania filtru jestem trochę czerwona, ale niewiele, za kilka dni podrażnienie zejdzie i stopuję z opalaniem. Już mi wystarczy celowego prażenia się na słonku bo skóra osiągnęła już porządany przeze mnie odcień :D jak już podrażnienia zejdą to często bywa tak, że pojawia się łuszczenie skóry... Na ten problem idealny jest ten peeling :)


Informacje o produkcie: Solankowy peeling ujędrniający. Zawiera sól jodowo-bromową i złuszczające drobinki. Odświeża i wygładza skórę, złuszcza zrogowaciałe warstwy naskórka. Wspomaga zwalczanie cellulitu i poprawia jędrność i elastyczność skóry. Pojemność 200 ml, cena ok 13 zł.

Moja opinia: Peeling mieści się w plastikowej miękkiej butelce przez którą dokładnie widać ile go pozostało oraz jaką ma konsystencję. Butelka stoi na zakrętce na klik, która nie sprawia żadnych problemów z zamykaniem czy otwieraniem. Kosmetyk jest o dosć rzadkiej konsystencji, która zawiera w sobie mnóstwo drobinek złuszczających i masujących, zapach jest roślinny - mi się podoba. Używam go dwa razy w tygodniu i wydajność jest w porządku. Fanki mocnych drapaków powinny być usatysfakcjonowane, ten jest średnio mocny aczkolwiek daje radę. Nie podrażnia, nie robi żadnej krzywdy. Jeśli chodzi o efekt złuszczający to jestem z peelingu bardzo zadowolona, złuszcza bardzo dobrze i dokładnie, pozostawiając skórę dosłownie idealnie gładką i miękką, wręcz elastyczną. Podczas aplikacji i masażu ciała pieni się przez co skóra jest świetnie oczyszczona. Wszystkie suche skórki znikają i ciało sprawia wrażenie takiego nieskazitelnego :) nie zauważyłam żadnego wpływu na cellulit ponieważ peelingu używam głównie do głębokiego oczyszczania i wygładzenia ciała. Uważam, że nie ma się co więcej rozpisywać bo najważniejsze powiedziałam - ten kosmetyk jest świetny! I warto polować na niego w promocji, bo mi się udało go kupić już jakiś czas temu za około 5 zł w Naturze :) dziewczyny, gorąco polecam! :)

A może któraś już miała z nim styczność? :)
Oczyszczająca pianka do mycia twarzy przeciw wypryskom - Blemish Clearing - Avon Clearskin

Oczyszczająca pianka do mycia twarzy przeciw wypryskom - Blemish Clearing - Avon Clearskin

• 16 lipca 2014 17 komentarzy
Wiajcie po ciszy weekendowej :) o ile sam weekend był bardzo miły, tak początek tygodnia niekoniecznie. Dziś mój stres, złość i słabe punkty mojego charakteru strasznie dały się mi we znaki... Nie będę się wdawać w szczegóły bo nie ma po co, jednak strasznie jestem zła na siebie, że jestem osobą o słabej psychice i przejmuję się błahymi sprawami. No ale, dziś nie o mnie, a o piance do mycia twarzy z Avonu.


Informacje o produkcie: Pianka oczyszcza skórę twarzy, nie wysuszając jej. Pomaga likwidować pryszcze i zapobiegać powstawaniu nowych. Pojemność 150 ml, cena ok 18 zł (często w promocji w katalogu).

Moja opinia: Pianka mieści się w plastikowym białym opakowaniu, posiada pompkę która dobrze działa i nie zacina się. Na dokładne oczyszczenie twarzy potrzeba dwóch naciśnięć pompki, tyle w moim odczuciu jest w sam raz. Dodatkowo jest bardzo wydajna, więc wystarcza na dosyć długo. Pianka jest oczywiście o konsystencji pianki, średnio zbita, dobrze się ją rozprowadza na twarzy. Stosowałam ją głównie wieczorem, choć czasem zdarzało się i rano. Jednak nigdy dwa razy dziennie, ponieważ po takim dłuższym stosowaniu wysuszała trochę twarz - ze względu na kwas salicylowy. Jak u mnie spisała się pianka? Pod względem oczyszczania byłam z niej zadowolona, ponieważ dobrze domywała resztki makijażu i inne zanieczyszczenia. Nie matowiła cery, ale zauważyłam że hamowała troszkę wydzielanie sebum, ale to naprawdę troszkę. Trochę gorzej wypadła jeśli chodzi o działanie przeciw wypryskom. Owszem, podsusza obecne już niedoskonałości ale nie zauważyłam aby zapobiegała powstawaniu nowych. Szczerze mówiąc, nie ma jakiegoś spektakularnego działania jeśli chodzi o walkę z nieproszonymi gościami na twarzy. Mam wrażenie, że pianka z serii Solutions lepiej sobie radziła z moim rodzajem cery. Ja więcej po nią nie sięgnę i nie będę Was zachęcać do wypróbowania, aczkolwiek wiadome, że u każdego działanie może być inne :) 

Miałyście okazję używać tej pianki? :)
Szampon Gliss Kur Million Gloss... Nigdy więcej.

Szampon Gliss Kur Million Gloss... Nigdy więcej.

• 11 lipca 2014 31 komentarzy
Cześć kochane! Zapraszam dziś na ostatnią recenzję przed weekendem. Przez te 3 dni nie będzie mnie w domu i podejrzewam, że czasu na wpisy też mieć nie będę, chociaż nigdy nic nie wiadomo. Wracając jednak do głównego tematu, dziś przedstawiam Wam szampon, który testuję w ramach projektu VIP Tester Schwarzkopf. Czytajcie dalej a poznacie dzisiejszego kiepskiego bohatera dokładniej... 


Informacja o produkcie: Million Gloss to pierwsza linia do pielęgnacji Gliss Kur zapewniająca olśniewający połysk do 10 dni. Formuła szamponu dla włosów matowych, bez połysku ze skoncentrowanym eliksirem Gloss - Elixir i kompleksem płynnej keratyny zapewnia długotrwały blask oraz miliony świetlistych refleksów we włosach dzięki innowacyjnej technologii zatrzymywania blasku. Pojemność 250 ml/ cena ok 13 zł.

Moja opinia: Szampon mieści się w plastikowej przeźroczystej butelce, przez którą widać ile go pozostało. Szata graficzna jest świetna, przyciąga wzrok i kusi do zakupu, chociaż to się w tym produkcie udało. Kosmetyk jest niebieskiego koloru, przeźroczysty o gęstej konsystencji. Zapach przypomina ciężkie męskie perfumy, mi się nie podoba i taki identyczny zapach miała jakaś bordowa odżywka z Gliss Kur, której już bodajże nie ma w sprzedaży. Szampon dobrze się rozprowadza na włosach i też dobrze się pieni. Przy spłukiwaniu były one gładkie i później dało się je bez problemu rozczesać. Jeśli chodzi o to jak się sprawował na moich przetłuszczających się włosach... I tu się kończy dobre... Jeśli chodzi o oczyszczenie włosów to jest ok, daje radę, niestety na drugi dzień moje włosy tracą świeżość szybciej niż zwykle i zaczyna się swędzenie głowy :/ głupia jestem bo powinnam była odstawić szampon od razu, ale myślałam że to wina czegoś innego i tak go używałam i używałam... Zorientowałam się dopiero, gdy użyłam podejrzane kosmetyki z innym szamponem. Przez moje detektywistyczno-kosmetyczne podchody Gliss Kur zapewnił mi mega łupież i swędzenie głowy :( masakra po prostu :( teraz muszę się zaopatrzyć w coś na łupież żeby się go pozbyć. Jeśli chodzi o połysk czy refleksy to nie u mnie, włosy jak błyszczały tak błyszczą i ten szampon tu nic nie zrobił. Jeśli kusi Was ten szampon to odradzam, może u Was by łupieżu nie spowodował ale lepiej nie ryzykować.

Nie dajcie się skusić na marketingowe błyskotki na opakowaniu, ten szampon jest złyyyyy! 
Spotkanie blogerek w Rzeszowie - pełna relacja :)

Spotkanie blogerek w Rzeszowie - pełna relacja :)

• 10 lipca 2014 28 komentarzy
Hej :) podczas mojej weekendowej nieobecności oprócz plażowania nad wodą, wybrałam się również do Rzeszowa na spotkanie blogerek :) spotkanie zorganizowała Kasia z bloga Malowana Słońcem, i z tego miejsca chciałabym podziękować Kasi za zaproszenie :) nasz zlot odbył się w sobotę 5 lipca w bardzo urokliwej restauracji Konfitura


To my :) ja i uczestniczki spotkania (na zdjęciu niestety nie wszystkie):
Mariola http://zmalowanalala.blogspot.com/
Patrycja http://www.pati-bloguje.pl/
Ela http://mlodamamawswieciemody.blogspot.com/
Kasia (organizator) http://malowanasloncem.blogspot.com/
Dorota http://pure-morning123.blogspot.com/
Gabi http://cosmetic-addiction.blogspot.com/
Marta http://www.wiedzmabloguje.com/
Mariola http://laylatestuje.blogspot.com/
Joanna http://joanna-giovanna.blogspot.com/


Dziewczyny widzę dzielnie pozują do zdjęcia, ja tam się troszkę peszyłam :P w międzyczasie zamawiamy pierwsze napoje i myślimy co zjemy na obiad. Ostatecznie Kasia doradziła nam pierogi ze szpinakiem w sosie serowym i na to kilka z nas się skusiło :)


Przesympatyczna i bardzo kompetentna osoba - Pani Regina, która pracuje w gabinecie Ziaja w Rzeszowie opowiada nam o firmie, nowościach, doradza i odpowiada na nasze przeróżne kosmetyczne pytania. Z gości byli jeszcze panowie z firmy Proastiq, których firma działa od marca i Ola opowiadająca o swojej szkole Maquillage Art. Niestety ładnych zdjęć nie posiadam, ale Olę zobaczycie na drugim zdjęciu :)


Zadowolone dziewczyny plotkują, kosztują napoje restauracji i podpisują swoje blogowe "wizytówki" :) spędziłyśmy kilka miłych godzin, niektóre dziewczyny znałam więc było mi tak jakby raźniej i mniej się stresowałam :D nasza organizatorka Kasia, przywiozła ze sobą też troszkę upominków od różnych firm i żeby się nie rozdrabniać na dwa posty poniżej możecie je zobaczyć po kolei :)





















Serdecznie dziękuję Kasi za zaproszenie i firmom za upominki :)
Było naprawdę sympatycznie, a przyznam, że ostatnio bardzo mi brakuje babskiego towarzystwa :)

Zdjęcia ze spotkania pochodzą od Eli i Gabi K.
Kremowy mus pod prysznic Dove

Kremowy mus pod prysznic Dove

• 9 lipca 2014 24 komentarze
Cześć :) na dziś przygotowałam recenzję całkiem przyjemnego musu pod prysznic od Dove, który kupiłam już jakiś czas temu w Biedronce za zawrotną kwotę 3,49 zł :) w sumie więcej bym za niego nie dała, a już na pewno nie około 16 zł za 400 ml - bo tyle podobno kosztuje w cenie regularnej. Jeśli jesteście zainteresowane, zapraszam do krótkiej lektury :)


Informacje o produkcie: Poczuj różnicę z kremowym musem pod prysznic Dove Deeply Nourishing. Jego niezwykle gęsta i bogata konsystencja wzbogacona jest o największą dawkę formuły NutriumMoisture™ i pozostawiają skórę wyraźnie piękniejszą już po 7 dniach stosowania. Pojemność 250 ml, cena obecnie w Biedronce 3,49 zł.


Moja opinia: Kosmetyk mieści się w plastikowym opakowaniu, przez które niestety nie widać ile go pozostało. Zatyczka może czasem sprawiać problemy z otwieraniem, ale bardzo rzadko. Sam kosmetyk jest konsystencji oczywiście gęstego musu w białym kolorze. Mus jest bardzo przyjemny, dobrze się pieni i rozprowadza na ciele. Zapach jak dla mnie jest typowy dla Dove - mydlany. Dove zawsze mi pachniało zwykłym mydłem w kostce i tak pewnie pozostanie, aczkolwiek nie twierdzę że mi się nie podoba. Jest ok, utrzymuje się na ciele jeszcze jakiś czas ale nie powala na kolana. Jeśli chodzi o to jak skóra się zachowuje po kąpieli z tym musem to tu też jestem zadowolona. Mus dobrze ją oczyszcza i pozostawia gładką i przyjemną w dotyku. Nie jest przesuszona, nie muszę jej balsamować - czego i tak nie robię bo nie lubię. Po 7 dniach stosowania nie zauważyłam piękniejszej skóry - w końcu to tylko mus do mycia ciała, więc producenta chyba poniosła wyobraźnia ;) byłam skłonna dokupić sobie jeszcze ze dwa opakowania tego mazidła, ale niestety wydajność jest bardzo kiepska - zużyłam go w niecałe dwa tygodnie jak nie szybciej.

Za niecałe 4 zł zachęcam Was do wypróbowania tego musu :)
Chociażby tylko dla jego przyjemnej konsystencji ;)
Szykowny Błyszczyk Chic Gloss nr. 22 First Time - Pierre Renee

Szykowny Błyszczyk Chic Gloss nr. 22 First Time - Pierre Renee

• 4 lipca 2014 31 komentarzy
Hej :) we wczorajszym mixowym poście pokazało się zdjęcie mojego amatorskiego makijażu, pisałam też o błyszczyku od Pierre Renne, o którym obiecałam dziś napisać. W sumie to bym go nie odkryła, gdyby nie spotkanie blogerek w Puławach, na którym to Pierre Renne poczęstowało nas swoimi dobrociami kosmetycznymi :) jeśli jesteście ciekawe jak się błyszczyk u mnie sprawuje, to zapraszam do dalszej lektury :)


Informacje o produkcie: Nowość - szykowne błyszczyki do ust. Nowej generacji formuła o konsystencji żelu gwarantująca głęboki kolor i bardzo intensywny blask. Długotrwały efekt makijażu - zapewnia półpermanentne krycie. Utrzymuje luksusowy poziom nawilżenia. Pojemność 7 ml, cena ok 11 zł.


Moja opinia: Błyszczyk zamknięty jest małej plastikowej buteleczce, design jest prosty co dodaje mu profesjonalności. Aplikator to mięciutki puszek, aczkolwiek dość duży, wielkości mniej więcej małego paznokcia u dłoni. Na początku byłam trochę przerażona, niemniej jednak dzięki dużemu aplikatorowi błyszczyk nakłada się szybko i precyzyjnie co jest dużym plusem :) zapach ciut chemiczny - nie polecam zjadać, konsystencja kosmetyku jest żelowa i bardzo gęsta, ale nie ma przez to problemów z aplikacją. Przez tą konsystencję błyszczyk trzyma się naprawdę długo na ustach, o ile nic większego się nie je to daje rade kilka godzin. Usta są również nawilżone i to tak całkiem nieźle. Jest tylko jeden minus, dziewczyny na dworze na wietrze to istna masakra :P jak mocniej zawieje to wszystkie kosmyki włosów przylepione są do ust - jest to według mnie jedyny, aczkolwiek dość irytujący minus. W pomieszczeniach zamkniętych nie ma oczywiście problemu i wtedy błyszczyk jest cacy :D 


Mój odcień nr 22 First Time to taki naturalny delikatny róż, nie ma drobinek i jest półtransparentny. Wchodzi trochę w załamania, ale nie jest to widoczne na pierwszy rzut oka. Tak czytacie i czytacie, i pewnie zastanawiacie się dlaczego to jeden z moich ulubieńców? ;)


Nie wiem jakie jest Wasze zdanie, ale jak patrze na to zdjęcie to mam wrażenie, że błyszczyk optycznie powiększa usta - takie są pełniejsze. Poza tym kolor, który dostałam losowo okazał się być u mnie strzałem w dziesiątkę, ponieważ jest dziewczęcy i dodaje ogólnemu wizerunkowi delikatności :)

TUTAJ możecie zobaczyć całą gamę odcieni błyszczyka Chic Gloss :)
Szafę Pierre Renee znajdziemy oczywiście w drogerii Natura :)
Essence Beach Cruisers - wodoodporny eyeliner - Sun, fun & copper!

Essence Beach Cruisers - wodoodporny eyeliner - Sun, fun & copper!

• 2 lipca 2014 27 komentarzy
Hej :) dziś będzie o kolorówce, której dawno nie było na blogu. Chciałabym powiedzieć co nieco o świetnym eyelinerze z limitowanej edycji Essence, mój odcień jest koloru rdzawego złota i ma unikalną nazwę Sun, fun & copper! Jeśli się Wam spodoba to trzeba się śpieszyć z kupnem :) Aha, główny aparat pojechał na dwa miesiące wakacji więc zdjęcia są jakie są, muszę sobie radzić inaczej.


Informacje o produkcie: Dzięki wodoodpornym eyelinerom w kolorach brązu i połyskującego turkusu, będziesz gwiazdą gdziekolwiek się pojawisz! Nakreślona kreska nie rozmaże się nawet podczas szaleństw w wodzie. Pojemność 3 ml, cena 10 zł.


Moja opinia: Eyeliner jest dosyć mokry i gęsty, pachnie typowo dla tego rodzaju kosmetyków i bardzo szybko wysycha. Dla takiego laika jak ja, pędzelek do aplikowania jest bardzo wygodny i chyba nawet bardzo krzywe mi te kreski nie wyszły. Może nabiera się trochę za dużo produktu, ale jestem skłonna mu to wybaczyć. Mi wystarczyła jedna warstwa dla pełnego krycia - a kryje bardzo ładnie. Jego kolor to właśnie takie rdzawe złoto, podobny odcień jak opakowanie ale dużo ciemniejszy, jak na moje oko eyeliner jest też metaliczny. Trzyma się bez szwanku cały dzień na powiekach, nie rozmazuje się ani nic się z nim nie dzieje. Nie piekły mnie oczy ani nie łzawiły. Zmywam go bezproblemowo płynem do demakijażu oczu.


Jestem bardzo zadowolona i usłyszałam pochwały, że ładny kolor kreski mam na powiece. Mi się również bardzo podoba, i ładnie podkreśla zieleń oczu :) jeśli się Wam podoba to pędźcie do Natury bo niedługo wycofają tą limitkę.

Podoba się Wam? :)
Z tej serii jest jeszcze drugi eyeliner w kolorze turkusu :)
Glinkowa Maseczka Oczyszczająca - Efektima Claryfing Mask

Glinkowa Maseczka Oczyszczająca - Efektima Claryfing Mask

• 1 lipca 2014 19 komentarzy
Cześć kochane :* jak pewnie wiecie, dzisiaj o północy zakończyło się moje rozdanie. Wyniki planuję podać w przeciągu tygodnia, bo zgłosiło się Was naprawdę dużo :D wspomnę przy tym, że szykuję dla Was kolejną zabawę, która rozpocznie się zapewne już w przyszłym tygodniu - także bądźcie uważne ;) tymczasem dziś zapraszam Was na recenzję kolejnej maski ze współpracy z Efektimą :)


Informacje o produkcie: Nowoczesna, szybko działająca maseczka. Zapewnia natychmiastowy efekt poprawy wyglądu skóry. Zastosowane składniki aktywne sprawiają, że skutecznie oczyszcza, usuwa nadmiar sebum oraz zapobiega powstawaniu nowych niedoskonałości na skórze. Koi i łagodzi podrażnienia. Dodatkowo maseczka wzbogacona została w wyciąg z bergamotki, który tonizuje, nawilża i pobudza skórę do regeneracji. Efektem zabiegu jest odświeżona, pełna naturalnego blasku skóra. Pory zostają doskonale oczyszczone, a skóra odpowiednio przygotowana do przyjęcia nowych cennych składników. Pojemność 7 ml, cena ok 3 zł.

Do kupienia tutaj: http://efektima.eu/store/store.html

Moja opinia: Maska, tak jak jej nawilżająca siostra również mieści się w szaszetce - wystarczyła mi na dwa użycia. Jest zielonkawego koloru, jednak w czasie wysychania na twarzy robi się biała. Zapach jest świetny, kojarzy mi się z eleganckimi perfumami damskimi. Maska jest rzadka ale z palców nie zlatuje, dobrze się ją rozprowadza a jeszcze lepiej zmywa. Serio, dawno nie miałam maseczki która się tak fajnie i szybko zmywała. W czasie trzymania jej na twarzy, nie czułam uczucia ściągnięcia skóry więc to plus. Efekt jaki uzyskałam na mojej mieszanej/tłustej cerze to oczyszczenie i super mat. Naprawdę dawno nie miałam takiej maseczki, ktora by mi tak ładnie zmatowiła cerę i jednocześnie nie wysuszała jej. Nadmiar sebum został wchłonięty i miałam spokój cały dzień, nic się już nie tłuściło w strefie T. Zauważyłam jeszcze, że skóra została wygładzona i nie widać było małych zaczerwień w różnych punktach. Podsumowując, maska spisała się u mnie rewelacyjnie, nie mam jej nic do zarzucenia i na pewno do niej wrócę, dlatego też z czystym sumieniem polecam ją i Wam :)

Znacie tą maseczkę? :) 
Też podzielacie mój zachwyt? :D

www.efektima.eu
Dziękuję za udostępnienie produktu do testów. Moja opinia jest szczera i na podstawie własnych odczuć.