Zakupy, współprace - nowości do testowania :)

Zakupy, współprace - nowości do testowania :)

• 29 listopada 2014 30 komentarzy
Dobry wieczór :) siedzę sobie właśnie z wielkim kubkiem ciepłej herbaty z cytryną i miodem i kontynuuje dzisiejszy relaks. Dzisiejszy dzień zleciał mi na kolejnym babskim spotkaniu blogerskim, ale tym razem było jakoś wyjątkowo - dostałam nowej energii. Ale o tym w innym poście ;) tymczasem dziś zapraszam na przegląd nowości, za które zbierałam się już kilka dni. Ale oto są :)


W ramach urodzinowego prezentu, jego częścią były m.in. kosmetyki Golden Rose, na które miałam nagłą zachciankę. Skusiłam się na matową pomadkę, lakier do paznokci i konturówkę do ust. Szkoda tylko, że pomadkę wybrałam troszkę za ciemną - ale to nic, jakoś sobie z tym poradzę :D


A to już zakupy konieczne. Odrost się pojawił, więc kupiłam farby do włosów (wzięłam dwie bo była promocja w Naturze -40% a akurat z tą czerwienią mam dobre wspomnienia). Poza tym skusiłam się na dezodorant w Rossmanie i patyczki kosmetyczne.


Zakup maski wyszedł spontanicznie, ma aż litr i kosztowała 20 zł. Ale stwierdziłam, że skoro wróciłam do czerwieni to przydałoby się coś aby ten kolor podbić i ochronić. Działanie jak na pierwszy raz fajne, ale zapach plastikowy :/


A to już przesyłka współpracowa. Od Biutiq, który jest autoryzowanym sklepem marki Biovax dostałam do testów najnowszą maseczkę do włosów Biowax Gold :) testy już rozpoczęte, więc spodziewajcie się za jakiś czas recenzji :)


W ramach współpracy z Kosmed, do testów otrzymałam nowość Naftę Kosmetyczną z olejem arganowym. Myślałam już aby spróbować przygody z naftą, więc cieszę się, że mam możliwość ją przetestować.

Którego z produktów jesteście szczególnie ciekawe? :)
Pasta do głębokiego oczyszczania twarzy przeciw zaskórnikom Liście Manuka - Ziaja

Pasta do głębokiego oczyszczania twarzy przeciw zaskórnikom Liście Manuka - Ziaja

• 22 listopada 2014 19 komentarzy
Hej :) wczoraj wreszcie się trochę rozerwałam, miałam okazję uczestnić w spotkaniu blogerek w Rzeszowie. Wiecie jak to jest, same kobiety, kilka znanych już obecnych więc buzie się nie zamykały. Bardzo mi brakowało takiego babskiego spotkania, gdzie nie ma facetów a rządzą tylko kobiece tematy i ploteczki. A skoro nabrałam trochę pozytywnej energii i mam wenę, zapraszam Was na recenzję :)


Pasta jest o pojemności 75 ml i kosztuje około 8 zł.
Można ją dostać w punktach Ziaji i w większości drogerii, i sklepach kosmetycznych.
Poniżej informacje o produkcie.


Moja opinia: Pasta znajduje się w miękkiej tubie stojącej na zatyczce. Moja zatyczka nie chce się domykać, także nigdzie jej ze sobą nie zabiorę, ale stojąc na umywalce nic nie wycieka. Kosmetyk ma rzadką konsystencję ale nie spływającą z palców, w środku mnóstwo zielonych w miarę ostrych ziarenek peelingujących, zapach świeży - kojarzy mi się z miętą. Bardzo dobrze rozprowadza się na twarzy i przyjemnie masuje. Tak, masuje. Dla mnie ta pasta to niczym peeling drobnoziarnisty i tak też sobie radzi. Efekt jaki otrzymuję to delikatne złuszczenie twarzy, bardzo delikatne, ponieważ wciąż po peelingu widzę małe suche skórki. Lubię bardzo ostre peelingi i ta pasta niestety taka nie jest. Nie zauważyłam również aby zapobiegała powstawaniu zaskórników czy radziła sobie z ich walką. Dla przykładu, przedwczoraj użyłam pasty a dziś rano już coś małego na brodzie się pojawiło. Nie zauważyłam również odblokowania porów, być może dlatego że używam pasty tylko dwa razy w tygodniu a może powinnam więcej. Nie będę już mieć okazji bo kosmetyk już jest praktycznie na wykończeniu i przy tym muszę dodać, że pasta jest bardzo wydajna. Podsumowując, ja raczej do pasty nie wrócę ale myślę, że mniej wymagające osoby mogą sięgnąć i wypróbować, tym bardziej, że cena nie jest wysoka.   

Znacie tą pastę? Lubicie?
Smerfny lakier od Virtual - I love blue jeans nr 159

Smerfny lakier od Virtual - I love blue jeans nr 159

• 20 listopada 2014 21 komentarzy
Cześć kochane :) dopóki mam jeszcze ładne pazurki staram się je malować i pstrykać zdjęcia by móc zrecenzować lakiery, no i po prostu czuć się bardziej kobieco. Niestety nadszedł moment, w którym po raz kolejny pękł mi paznokieć w połowie na kciuku i obawiam się, że niedługo pazurki będą dużo krótsze. Niemniej jednak wciąż są długie, dlatego zapraszam na krótką notkę o bardzo smerfnym lakierze do paznokci.


Lakier Virtual z serii Fashionmania o nazwie I love blue jeans 159, znajduje się w buteleczce o pojemności 10 ml i ma bardzo wygodny szeroki pędzelek. Jego konsystencja jest raczej rzadka, ale da się z nim dobrze pracować. Nie smuży.


Do pełnego krycia wystarczą dwie warstwy. Obie schną szybko z czego jestem zadowolona. Jego trwałość bez żadnej bazy czy top coatu to 6 dni u mnie, później ścierają się końcówki. Dodatkowo co można zauważyć, lakier ładnie lśni.


Podsumowując, technicznie lakier jest naprawdę rewelacyjny. Jednak taki kolorek nie wpada w mój gust. 
Lakiery z tej serii można spotkać w małych sklepach kosmetycznych za około 9 zł. 

Podoba się Wam? :)

Ps: Wyniki rozdania niebawem, nie mam ostatnio kiedy przysiąść i tego ogarnąć. Cierpliwości :)
Szampon do włosów osłabionych, wypadających, łamliwych - Potrójna siła ziół - Eva Natura

Szampon do włosów osłabionych, wypadających, łamliwych - Potrójna siła ziół - Eva Natura

• 18 listopada 2014 23 komentarze
Cześć :) tradycyjnie już weekend jest dla mnie wolnym od wszystkiego, i od blogowania. Jednak ten był wyjątkowy bo świętowałam swoje i Narzeczonego 24 urodziny (w ramach ciekawostki, dzieli nas jedynie 13 godzin różnicy wiekowej). Dziś jednak wracam do pisania, ponieważ mam kilka zaplanowanych recenzji a poniżej jedna z nich :) 


Dla zainteresowanych skład: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Sodium Chloride, Cocamide Dea, Raphanus Sativus (Radish) roqt Extract, Equisetum Arvense Extract, Arctium Lappa roqt Extract, Parfum, Disodium Undecylenamido Mea-Sulfosuccinate, PEG-75 lanolin, DMDM Hydantoin, Lactic Acid, Methylchloroisothiazolinone/ Methylisothiazolinone, Benzyl Salicylate.


Moja opinia: Szampon kupiłam w drogerii Natura za 6 zł. Jego pojemność to 300 ml. Szampon znajduje się w czarnej butelce, przez którą nie widać ile go pozostało i można to wyczuć jedynie wagowo. Kosmetyk jest bezbarwny, o rzadkiej konsystencji i ziołowym, niezbyt urzekającym zapachu. Jak na mój gust pieni się w miarę dobrze i jest nawet wydajny, choć wydaje mi się, że i tak się dość szybko skończył. Bardzo dobrze oczyszcza włosy, nie było z tym żadnego problemu, jednak równie dobrze je plącze i trzeba dobrej odżywki lub maski. Jeśli chodzi o efekt to jestem z niego zadowolona, bo szukalam czegoś na wypadanie włosów i mam wrażenie, że ten szampon trochę pomógł bo po zużyciu całego opakowania nie wylatują mi garści włosów, a trochę mniej. W ogóle mimo, że plącze włosy to one i tak wydają się być takie miękkie i ładnie wyglądają. Szczerze mówiąc, nie zauważyłam więcej efektów. Ogólnie jestem z szamponu zadowolona i pewnie do niego wrócę, gdy włosy znów zaczną bardziej wypadać. 

Miałyście okazję używać tego szamponu?

PRZY OKAZJI ZAPRASZAM NA WYPRZEDAŻ UBRAŃ, NOWE DUŻO NIŻSZE CENY :)
Maska regenerująca Pilomax - włosy ciemne, suche i zniszczone

Maska regenerująca Pilomax - włosy ciemne, suche i zniszczone

• 12 listopada 2014 23 komentarze
Hej :) wczoraj oficjalnie znów stałam się ruda, a dokładniej pofarbowałam włosy na odcień wiśniowej czerwieni. Jestem ogólnie zadowolona i niedługo pokażę relację z farbowania i efekty na blogu. A skoro już włosy są innego koloru, to pora na recenzję maski do włosów ciemnych od Pilomax, którą ostatnio zużyłam i wyrobiłam sobie o niej zdanie.


Informacje o produkcie: Maska do włosów jasnych suchych i zniszczonych. Wzmacnia, nawilża i wygładza włosy. Pielęgnuje skórę głowy. Wzmacnia cebulkę i mieszek włosowy. Skutecznie przeciwdziała wypadaniu włosów. Po kuracji maską, włosy są mocne, lśniące i sprężyste. Pojemność 240 ml, cena 21 zł.


Do kupienia w sklepie WAX: KLIK




Moja opinia: Maska mieści się w niedużym plastikowym opakowaniu o prostej szafie graficznej i z nie sprawiającą problemów pokrywką. Konsystencja kremowa, średnio gęsta. Zabarwienie lekko różowe i przyjemny zapach, który pozostaje na włosach do następnego mycia. Zapach ten kojarzy mi się z profesjonalnymi fryzjerskimi kosmetykami i jest dość intensywny ale nie drażniący, przydzieliłabym go do kategorii zapachów świeżych. Maskę nakłada się na włosy dobrze, nie spływa z nich o ile dobrze odsączymy wodę. Trzymałam ją na włosach zawsze do 10 minut, i im dłużej się ją trzyma, tym lepsze efekty daje. Dla mnie te 10 minut było wystarczające, akurat wtedy robiłam depilację, peelingi i inne zabiegi. Pierwsze co czuć w dotyku podczas spłukiwania to, to że włosy są wygładzone i miękkie. Choć czasem maska nie dała rady całkowicie wygładzić małej części włosów, na której były pasemka a co za tym idzie bardziej poplątanych włosów. Niemniej jednak, problemów większych z rozczesywaniem nie miałam, a po wysuszeniu włosy były naprawdę odżywione. Lubiłam ją stosować, ponieważ zawsze faktycznie ładnie wygładziła i nawilżyła włosy. Co prawda całkowicie nie dała rady ich, że tak powiem naprawić, ale ładnie je podleczała ;) muszę dodać jeszcze, że podbijała ciemne refleksy na moich włosach co mnie denerwowało bo chciałam się ich pozbyć. Jednak maska ta przeznaczona jest właśnie do włosów ciemnych i jeśli chcecie uwydatnić kolor swojego brązu to powinnyście być zadowolone. Ja maskę mogę szczerze polecić :)

Znacie kosmetyki Pilomax? Miałyście do czynienia z tą maską?
Maseczka oczyszczająco-odżywcza od Dermaglin

Maseczka oczyszczająco-odżywcza od Dermaglin

• 11 listopada 2014 15 komentarzy
Cześć :) dziś znów zapraszam na tematykę pielęgnacyjną, tym razem padło na pielęgnację twarzy i maseczkę oczyszczająco-odżywczą od Dermaglin. Przyznam szczerze, że długo nie wiedziałam co o niej napisać, i dopiero po zużyciu trzech saszetek mogę się wypowiedzieć jak podziałała na moją mieszaną cerę.


Informacje o produkcie: Profesjonalna maska z zieloną glinką kambryjską, jedwabiem i olejkiem jojoba polecana do pielęgnacji skóry o obniżonej jędrności, szorstkiej lub wymagającej gruntownego oczyszczenia. Cena 5 zł.


Moja opinia: Maska znajduje się w średniej wielkości saszetce, i jest jej dość sporo. Jedno opakowanie wystarcza mi na trzy razy co jest dobrym wynikiem. Przed otwarciem saszetki polecam pougniatać trochę szaszetkę aby wymieszać maskę. Konsystencja jest bardzo gęsta i treściwa, kolor typowy dla glinek zielonkawo-błotnisty, zapach bardzo słaby glinkowy. Po nałożeniu na skórę, maska z upływem czasu zastyga tworząc mocną skorupę na twarzy, radzę wstrzymać wtedy wszystkie odruchy mimiczne bo glinka ciągnie wtedy skórę. Po upływie 20 minut zmywam, koniecznie ciepłą wodą bo jak zmywałam chłodną to ciężko się zmywało. Na początku się z tą maską nie polubiłam, bo pierwsze co widziałam to suche skórki na nosie i ogólnie taki przesusz na twarzy. Dałam jej jednak szansę i używałam tylko wtedy kiedy moja cera jest w kiepskim stanie i bardziej się przetłuszcza, najlepiej było tylko raz w tygodniu. I właśnie w systemie raz, pod koniec tygodnia robiłam gruntowniejsze oczyszczanie tą właśnie maską. Nie było już wtedy suszy na twarzy, a ładnie wyregulowane wydzielanie sebum na dłuższy czas. Wyprysków nie wyskakuje mi dużo, ale przy używaniu raz w tygodniu nie zauważyłam żadnego wpływu. Pomijając te efekty, zaraz po zmyciu maski cera jest faktycznie odświeżona i nieco ujędrniona, dodatkowo czuć pod opuszkami palców że jest gładziutka. Ja maseczkę testowałam na swojej mieszanej cerze, moja przyjaciołka która ma cerę tłustą maskę tą bardzo polubiła.

Znacie maseczki Dermaglin?
Mydło aloesowe z 10% aloesu - Equilibra

Mydło aloesowe z 10% aloesu - Equilibra

• 10 listopada 2014 14 komentarzy
Cześć :) od ostatniej recenzji minął tydzień, ponieważ brak weny i czasu skutecznie odciągały mnie od komputera. Dziś jednak korzystam z dnia wolnego i chciałabym nadrobić zaległości. W dzisiejszym poście, pragnę przedstawić aloesowe mydełko z ostatniej paczki współpracowej z Equilibrą.


Informacje o produkcie: Delikatne mydło pochodzenia roślinnego, nawilża i oczyszcza skórę twarzy i całego ciała. Zawiera wysokie stężenie czystego aloesu, dzięki czemu działa kojąco i przywraca równowagę ph skóry. Nie zawiera alergenów, sztucznych barwników, SLS i SLES. Delikatnie perfumowane, 100% naturalnego pochodzenia. Cena 6 zł.


Moja opinia: Mydełko aloesowe to mydełko tradycyjnej wielkości, które na pierwszy rzut oka wygląda jak szare mydło. Jednak nie jest szare i bezzapachowe, tylko jak widać to kremowa kostka o bardzo delikatnym i kremowym zapachu aloesu. Pozostaje na skórze jeszcze przez chwilę. W kontakcie z wodą pieni się bardzo dobrze i wytwarza dużo piany, przyznam jednak że kształt jest trochę uciążliwy podczas mydlenia w dłoniach. Jak na moj gust mydełko nie za bardzo wyróżnia się od zwykłych mydeł w kostce, dobrze myje i oczyszcza skórę która kiedy jest jeszcze mokra, to jest taka skrzypiąca. Po osuszeniu ciała nie ma jednak tego uczucia. Mydełko nie wysusza a mam wrażenie, że nawet pielęgnuje skórę... No, myślę że to sprawka aloesu :) podsumowując, ja fanką mydeł w kostce nie jestem ale myślę, ze wyróżnia się ono faktem 10% zawartości aloesu. Wydaje mi się, że fanom mydeł w kostce ten egzemplarz mógłby przypaść do gustu. Można je spotkać w aptekach i sklepach zielarskich.

Lubicie mydła w kostce?
Tusz do rzęs L'Oreal Volume Million Lashes - So Couture

Tusz do rzęs L'Oreal Volume Million Lashes - So Couture

• 3 listopada 2014 30 komentarzy
Cześć :) dziś znów pozostaję przy temacie kosmetyków, które podkreślają kobiecą urodę. Dziś powiem kilka słów o wspaniałym tuszu do rzęs, który tworzy z nich firanki i pachnie czekoladowo. Mowa o tuszu do rzęs od L'Oreal - So Couture, z serii Volume Million Lashes, odcień Noir/Black.


Informacje o produkcie: Maskara Volume Million Lashes w nowej, ultra-czarnej odsłonie. Ultraprecyzyjna szczoteczka otula każdą rzęsę tuszem. Rzęsy są idealnie rozdzielone. Formuła z płynnym jedawbiem wzbogacona o ultra czarne pigmenty nadaje rzęsom intensywnie czarną objętość. Pojemność 9 ml, cena około 60 zł. 


Moja opinia: Tusz znajduje się w typowym dla serii opakowaniu, tylko tym razem z nieco inną kolorystyką. Szczoteczka silikonowa i wygodna, nie nabiera za dużo tuszu tylko tak w sam raz. Jest precyzyjna, ładnie rozdziela rzęsy nawet takie sztywniaki jak moje. Dotrzemy z nią do najmniejszych rzęs. Sam tusz zaraz po otwarciu był dość mokry i przyznam szczerze, że średnio mi się z nim pracowało. Jednak po jakimś czasie, około dwóch tygodni nieco przysechł i taki przyschnięty jest najlepszy. Zapach tuszu jest dość specyficzny, kojarzy mi się z czekoladą, taką smaczną czekoladą bez nuty chemii. Pracując z tym tuszem osiągam przede wszystkim dokładne wydłużenie rzęs, wyciągnie nawet to, co w moim mniemaniu jest niewidoczne dla gołego oka. Po drugie, wydaje mi się że tusz nieco pogrubia rzęsy a przy jeszcze dobrym rozdzieleniu, optycznie wydaje mi się jakbym miała ich więcej. Podkręcać raczej nie podkręca. Odcień to intensywna czerń, jak zresztą widać na ostatnim zdjęciu. Tusz So Couture jest bardzo trwały ponieważ trzyma się calusieńki dzień, nie osypuje się ani nie rozmazuje. Nie tworzy również grudek i jest moim ideałem w podkreślaniu rzęs i stworzeniu zalotnej firanki. Zmywam go również bez problemu. Jestem bardzo zadowolona i chętnie do niego wrócę. Wam też polecam wypróbować :)


Tutaj zdjęcie dla porównania jaką mam długość rzęs i ile tusz zdziałał przy jednej warstwie.


Jednak to zdjęcie najlepiej oddaje to co ten cudak potrafi robić. Tutaj już całkowicie wytuszowane i dopieszczone rzęsy. Ja nigdy nie nakładam dwóch warstw, ponieważ rzęsy tak mi się układają, że mnie nerwa zaraz łapie dlatego najlepiej u mnie wygląda jedna warstwa z dotuszowaniem końcówek. Zresztą widzicie, że na jednym oku rzęsy się ładnie układają a na drugim już niekoniecznie.

Tusz jest aktualnie w promocji w Rossmanie za około 40 zł bodajże.
Podoba się Wam efekt So Couture?
Używałyście tego tuszu? :)
Golden Rose Holiday nr 63

Golden Rose Holiday nr 63

• 2 listopada 2014 26 komentarzy
Dobry wieczór kochane :) dziś przygotowałam krótki post o sławnym w tamte wakacje piaskowym lakierze do paznokci od Golden Rose, seria Holiday. Powinnam była o nim napisać już wtedy, ale stwierdziłam, że z beznadziejnym aparatem nie ma co psuć zdjęć i postanowiłam, że poczekam na lepsze czasy :D lepsze czasy nastały bo już prawie dwa miesiące bawię się smartfonem, więc i zdjęcia są o niebo lepsze. Lakierów z tej serii posiadam trzy, dziś prezentuję jeden z nich, pastelowy róż z drobinkami nr 63.


Informacje o produkcie: Nowo opracowana " teksturowa" formuła lakieru imituje cukrową posypkę oraz magicznie połyskujące drobinki brokatu o matowym wykończeniu. Seria zawiera bogatą paletę odcieni o matowym wykończeniu. Pojemność 11,3 ml, cena 12,90 zł.


Do kupienia tutaj: w sklepie Golden Rose KLIK


Moja opinia: Lakier znajduje się w prostokątnej buteleczce z bardzo wygodnym pędzelkiem. Jest raczej rzadki i czasem można za dużo nabrać. Na paznokcie nakładam dwie warstwy i nimi osiągam pełne krycie. Schnięcie jest dobre, choć jak się nałoży za grubą warstwę to trzeba chwilkę uważać. Efekt jaki uzyskuję to niezbyt ostry piasek, mi odpowiada. Numer 63 to pastelowy róż z delikatnymi drobinkami mieniącymi się na niebiesko, widoczne delikatnie pod światło. Jego trwałość to takie 3 dni. Z tym kolorem jednak trzeba trochę uważać bo łatwo go pobrudzić. Niemniej jednak ja go bardzo lubię i chętnie noszę na pazurkach :)

Lubicie lakiery piaskowe? Podoba się Wam ten kolorek?