Microlipofilling, czyli jak usunąć problem cieni pod oczami

• 21 lutego 2015 24 komentarze
Dziś chciałabym poruszyć na blogu zupełnie inny temat niż zwykle - nie będzie recenzji, chciałabym opowiedzieć Wam o moim kompleksie. Jest to dla mnie jednocześnie problem i kompleks, sprawia, że tracę nieco na pewności siebie a pytania czy aby nie jestem chora, doprowadzają mnie czasami do szewskiej pasji.

Źródło: http://www.danutadabrowska.pl/pliki/okolica%20oka%20kwas%20hialuronowy.jpg
Cienie pod oczami są tym co mnie dręczy odkąd pamiętam, mam je od maleńkości ale z wiekiem sińce są wyraźniejsze. Chora nie jestem, anemii również nie mam, wyniki morfologii mam całkiem dobre i zawsze się wysypiam. Próbowałam wielu sposobów na chociażby zmniejszenie ich widoczności, ale efekt zawsze jest krótkotrwały. Naturalne sposoby zawodzą, więc jedynym na chwilę obecną sposobem jest dobrze kryjący korektor i makijaż. Obecnie, mając prawie 25 lat, zdążyłam się do nich przyzwyczaić. Moja babcia ma to samo, mama również, więc nie jestem jedyna. Możliwe, że to sprawka genów. Skóra jest bardzo cienka i delikatna, więc naczynia krwionośne prześwitują tworząc zasinienia. Niemniej jednak, chciałabym zawsze w miarę dobrze wyglądać, nawet 25 lat później. Dlatego też jeśli finanse pozwolą poszukam pomocy w medycynie estetycznej, a konkretniej, rozważę microlipofilling, czyli zabieg usuwania cieni pod oczami własnym tłuszczem.

Obecnie, medycyna estetyczna jest na bardzo zaawansowanym poziomie i wciąż się rozwija dlatego myślę, że nie bałabym się takiego zabiegu. A jak w ogóle przebiega microlipofilling? Lekarz, który go wykonuje zaczyna od pobrania tkanki tłuszczowej z brzucha, bioder lub ud pacjentki. Zwykle pobiera się od 5 do 10 ml tkanki. Brzmi okropnie? Dla mnie nie, pobieranie krwi znoszę dzielnie więc i tu dałabym radę mając na uwadze sińce, których chcę się pozbyć. Zabieg ten jest bardzo delikatny i precyzyjny, lekarz używa zwykle cienkiej i tępej kaniuli (innymi słowy wenflonu), jeśli używa igły to takiej która ma najwyżej pół milimetra średnicy. Mikrodrobinki tłuszczu podawane są pomiędzy skórę a naczynia krwionośne, następnie lekarz przeprowadza modelowanie wstrzykniętej tkanki aby zapobiec ewentualnym zgrubieniom czy nierównościom. Co jest bardzo istotne dla mnie w tym zabiegu? Efekt widoczny jest natychmiast, i utrzymuje się kilka lat.

Koszt takiego zabiegu różni się w zależności od zastosowanej techniki i gabinetu, w którym jest wykonywany. Oscyluje w granicach 1800 – 8000 złotych.

Mikrolipoiniekcja jest nieskomplikowanym zabiegem, trwa około pół godziny i w zasadzie nie ma żadnych przeciwwskazań. Jest bezpieczny – porównujący do innych wypełniaczy, nie powoduje reakcji alergicznych, nie pozostawia blizn. Opuchnięcie i zasinienie powstałe podczas zabiegu znika w przeciągu kilku dni. W dodatku, podane jest znieczulenie miejscowe, więc nie odczuwa się bólu.

Wiele ludzi decyduje się na poprawienie swojej urody czy pozbycia się kompleksów, dzięki medycynie estetycznej. Wiele jest również przypadków, dzięki którym operacje plastyczne czy mniej inwazyjne zabiegi pomogły wrócić do normalnego życia, odzyskać pewność siebie oraz poczucie własnej wartości. Osobiście uważam, że jeśli korzystamy z wszelkich możliwości z umiarem i zdrowym rozsądkiem, to może to wnieść dużo korzyści do naszego życia. Na chwilę obecną blokadą są dla mnie jedynie pieniądze, ale myślę, że za kilka lat będę w stanie spełnić to marzenie, i pozbyć się swoich cieni za dobre kilka lat.

A Wy Kochane jaki macie stosunek do medycyny estetycznej? Zdecydowałybyście się na taki zabieg? Może również macie podobny problem jak ja?

24 komentarze

  1. Hmm cienie mam ale jak na razie będe stawiać na kremy ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Gdyby inna cena to bym się zdecydowała pewnie :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Przydałby mi się taki zabieg ;]

    OdpowiedzUsuń
  4. Marze o tym zabiegu... Cienie pod oczami to jedyny powod dla ktorego sie maluje, i zaden, ZADEN produkt (nawet kamuflaz kryolanu, korektor pro longwear, dermablend i dermacol) nie daja rady. Śmieszą mnie narzekania innych i tutoriale "jak przykryć uporczywe since", gdzie poleca sie korektor z bell... ci ludzie na szczescie :) nie wiedza co to znaczy miec purpurowe podkowy pod oczami. Jak u Ciebie - moje wyniki sa swietne, winne sa geny. To strasznie postarza twarz, a malo kto wierzy ze to naprawde problem i przyczyna niemalych kompleksow. Pozdrawiam, Xue

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dokładnie, to już nawet nie sińce a dosłownie podkowy :/

      Usuń
  5. Ja również mam cienie, raz mniej widoczne innym razem bardziej, jednak nie wiem czy zdecydowałabym się na ten zabieg. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Odpowiedzi
    1. jak to mówią, żeby być piękną trzeba cierpieć :D

      Usuń
  7. Ja chyba bym się nie zdecydowała na taki zabieg ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. ja mam 17 lat i tez wszyscy pytają się mnie czy się wyspałam,albo czy nie jestem chora. Za moje cienie winna jest genetyka. Ponadto jestem szczupła,a u takich osób wszystlo na twarzy jest bardziej widoczne- od cieni po zmarszczki. Nie cierpię ich i nic nie jest ich w stanie zakryć... Chocbym nie wiem jaki piekny makijaż zrobila to one zawsze są na pierwszym planie. Nie cierpię ich:( Strszanie mnie posmucają i postarzają. Pewnie bałabym sobie zrobić taki zabieg... ale kto wie za ileś tam lat może.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dokładnie, też swoich nie lubię ale póki nic nie mogę z nimi zrobić to trzeba sobie radzić inaczej....

      Usuń
  9. Cienie pod oczami są moją zmorą mimo w miarę młodego wieku ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie zamierzam korzystać z takich zabiegów :)

    OdpowiedzUsuń
  11. U mnie cienie powiększają się niestety z wiekiem ;/

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja mam niestety bardzo mocne sińce które ciężko zakryć. Niestety cena zabiegu dla mnie na chwilę obecną jest zbyt wysoka :(

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja na razie mogę moje cienie zminimalizować wystarczająco długim snem, ale od kilku lat ani na chwilę nie zniknęły... Może w dalekiej przyszłości zdecyduję się na taki zabieg. Może, bo cena nie zachęca :D A co do bezpieczeństwa zabiegu - nie mam obaw. :)

    OdpowiedzUsuń
  14. mi by się coś takiego przydało.. mam dużo wieksze wory i sińce ni ż Ty :DD ale jakos sobie nie wyobrażam, żeby mieć w sumie swój brzuch pod okiem haha (wiem ja mam czasem głupie myslenie xD), ale w sumie nie ma co patrzeć, a nawet lepiej jak mi stamtąd cokolwiek ubędzie ;))

    OdpowiedzUsuń
  15. Cienie pod oczami mam, są dość spore, ale dobry korektor i tyle ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie zdecydowałabym się na takie coś :)
    A cienie pod oczami mam, czasem większe czasem mniejsze ale wystarcza mi korektor :)

    MS journalistic

    OdpowiedzUsuń
  17. mam cienie pod oczami,niewielkie ale są,ale nie zdecydowałabym się na taki zabieg nigdy

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja również mam cienie od urodzenia. Są duże i ciemne, mimo że morfologia wyszła świetnie. To sprawa genów. Na razie się z nimi pogodziłam. Dobry korektor, np. kamuflaż z Catrice je trochę przykrywa. Jednak nie płaczę z tego powodu i staram nie zwracać na nie uwagi ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Również mam takie cienie, korektory, podkłady nic nie dają, ale nie zdecydowałabym się na taki zabieg.

    OdpowiedzUsuń
  20. ja stosuję serum komórkowe Luminesce amerykańskiej firmy Jeunesse, w krótkim czasie wygładziło zmarszczki i bruzdy i znacznie poprawiło wygląd skóry, która teraz wygląda młodziej i zdrowiej. polecam stronę firmy i ich kosmetyki https://mkap.jeunesseglobal.com/pl-PL/

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wypowiedź! Jeśli Ci się podoba, udostępnij dalej :)
Jeśli masz jakieś pytanie, odpowiedź znajdziesz pod swoim komentarzem.