Manicure z efektem bling bling - Essence Effect oraz Eveline Color Edition

Manicure z efektem bling bling - Essence Effect oraz Eveline Color Edition

• 28 lutego 2015 20 komentarzy
Dobry wieczór :) ostatnio udało mi się trochę zapuścić paznokcie i aby je utrzymać, staram się cały czas nakładać odżywkę i jakiś lakier. Kilka dni temu chciałam wypróbować nowy topper z Essence, który wpadł do mojej kolekcji, więc połączyłam go dodatkowo z nowym kolorkiem od Eveline :)


Głównym lakierem jest Eveline Color Edition o numerze 920.
Natomiast "wisienka na torcie" to Essence Effect o numerze 21 Icy Fairy.


Jeśli chodzi o Eveline to potrzebowałam dwóch warstw do pełnego krycia. Lakier długo schnie.
Jest gęsty, ale ma fajnie przycięty i wygodny pędzelek
Essence dało fajny efekt przy jednej warstwie i tutaj schnięcie było szybsze.
Natomiast pędzelek i gęstość ok, nie miałam problemów.


Trwałość tego połączenia jest rewelacyjna po nałożeniu odżywki z Eveline jako bazę.
Róż trzymał się 4 dni a następnie pojawiły się widoczne końcówki.
Paznokcie na których był Essence wyglądały ładnie 6 dni, tego też dnia wszystko zmyłam.


Lubię takie połączenia, gdzie na kciuku i palcu serdecznym jest coś innego :)
A Wam Kochane się podoba? :)
Pogrubiający tusz do rzęs - Maybelline Rocket Volum' Express

Pogrubiający tusz do rzęs - Maybelline Rocket Volum' Express

• 25 lutego 2015 27 komentarzy
Dzień dobry :) na dziś przygotowałam recenzję mojego kolejnego ulubionego tuszu do rzęs, sławnej (albo i nie) "rakiety" od Maybelline ;) mam go już jakiś czas i przyznam szczerze, że odczucia wobec tego kosmetyku kształtowały się u mnie przez jakiś czas. Nie mogłam się do niego na początku przekonać.


Informacje o produkcie: Bezgrudkowa objętość rzęs zostaje osiągnięta dzięki ekskluzywnej, elastomerowej szczoteczce Jet - Glide. Rzęsy mają do 8x więcej wybuchowej objętości. Opatentowana szczoteczka pokrywa każdą rzęsę od nasady aż po same końce w mgnieniu oka. Pojemność 10 ml, cena około 30 zł.


Moja opinia: Maskara ma dużą silikonową szczoteczkę, na której nie zbierają się grudki. Na początku miałam z nią trochę problem, ale nauczyłam się nią pracować i mogę spokojnie stworzyć ładny wachlarz rzęs. Dobrze ujmuje każdą rzęsę i ładnie rozdziela, nadając przy tym objętość i wydłużenie. Może rzęsy nie są jakoś bardzo pogrubione, ale zdecydowanie jest ich optycznie więcej. Trwałość tuszu jest dla mnie bez zarzutu, spokojnie trzyma się cały dzień bez osypywania i efektu pandy. Daje radę również w deszcz czy z niewielką łzą. Nie spowodowała żadnego uczulenia czy podrażnienia. Zmywam bez problemu mleczkiem micelarnym, którego aktualnie używam. Czerń mogłaby być bardziej nasycona, ale właściwie nie ma na co narzekać. Tusz mam już około 5 miesięcy, nie pamiętam dokładnie, może jest już pół roku. Owszem, jest trochę bardziej suchy niż jak na początku, ale w niczym mi to nie przeszkadza, różnica jest niewielka. Często można kupić w dużo niższej cenie.


Wybaczcie małe nieogarnięcie i spuchniętą dolną powiekę, dzieje się tak gdy zbyt czule niańczę moją kotkę.


Ja jestem z tuszu bardzo zadowolona, można go kupić za niewielkie pieniądze i mieć ładną firankę :)

Znacie? Miałyście okazję używać?
Kremowe mydło w płynie Melisa - Uroda Polska

Kremowe mydło w płynie Melisa - Uroda Polska

• 23 lutego 2015 20 komentarzy
Dzień dobry Kochane :* dziś znów poniedziałek i rozpoczynamy ostatni tydzień lutego. Nie wiem czy macie tak samo jak ja, ale jak kończy się luty to dla mnie zima odchodzi powoli w niepamięć. Mimo, że astronomiczna wiosna zaczyna się dopiero końcem marca, to ja i tak już jej wyglądam na początku miesiąca. Wracając do dzisiejszego tematu, chciałabym Was zaprosić na recenzję kremowego mydła w płynie Melisa od Uroda Polska.


Kosmetyki Uroda Polska można spotkać w drogerii Natura albo w Internecie.
Pojemność mydła to 300 ml, a cena około 6 zł.
Poniżej informacje o produkcie.


Moja opinia: Kosmetyk znajduje się w niezbyt dużym, aczkolwiek zgrabnym opakowaniu z pompką, które na pewno zachowam na dłużej do uzupełniania. Pompka działa sprawnie, nie zacina się. Samo mydło jest koloru białego, nieco rzadkie jednak wciąż kremowe. Pachnie delikatnie i ładnie, jest to zapach typowo roślinny. Do umycia dłoni wystarczy jego niewielka ilość, delikatne naciśnięcie pompki i wydobywa się tyle produktu ile potrzebujemy, przy czym pieni się bardzo dobrze. Po osuszeniu dłoni niestety nie czuć zapachu mydła natomiast są one czyściutkie i miłe w dotyku. Skóra jest gładka i nie ma konieczności jej kremowania, jednak ja zawsze to robię. Nie zauważyłam, aby mydło łagodziło podrażnienia ponieważ staram się dbać o skórę aby nie doprowadzić do podrażnień. Jak na mój gust, jest to całkiem przyjemny polski produkt za niewielkie pieniądze, także jeśli będziecie szukały jakiegoś mydełka do dłoni, to z czystym sercem mogę je polecić :) 

Znacie? Miałyście z nim styczność?
Microlipofilling, czyli jak usunąć problem cieni pod oczami

Microlipofilling, czyli jak usunąć problem cieni pod oczami

• 21 lutego 2015 24 komentarze
Dziś chciałabym poruszyć na blogu zupełnie inny temat niż zwykle - nie będzie recenzji, chciałabym opowiedzieć Wam o moim kompleksie. Jest to dla mnie jednocześnie problem i kompleks, sprawia, że tracę nieco na pewności siebie a pytania czy aby nie jestem chora, doprowadzają mnie czasami do szewskiej pasji.

Źródło: http://www.danutadabrowska.pl/pliki/okolica%20oka%20kwas%20hialuronowy.jpg
Cienie pod oczami są tym co mnie dręczy odkąd pamiętam, mam je od maleńkości ale z wiekiem sińce są wyraźniejsze. Chora nie jestem, anemii również nie mam, wyniki morfologii mam całkiem dobre i zawsze się wysypiam. Próbowałam wielu sposobów na chociażby zmniejszenie ich widoczności, ale efekt zawsze jest krótkotrwały. Naturalne sposoby zawodzą, więc jedynym na chwilę obecną sposobem jest dobrze kryjący korektor i makijaż. Obecnie, mając prawie 25 lat, zdążyłam się do nich przyzwyczaić. Moja babcia ma to samo, mama również, więc nie jestem jedyna. Możliwe, że to sprawka genów. Skóra jest bardzo cienka i delikatna, więc naczynia krwionośne prześwitują tworząc zasinienia. Niemniej jednak, chciałabym zawsze w miarę dobrze wyglądać, nawet 25 lat później. Dlatego też jeśli finanse pozwolą poszukam pomocy w medycynie estetycznej, a konkretniej, rozważę microlipofilling, czyli zabieg usuwania cieni pod oczami własnym tłuszczem.

Obecnie, medycyna estetyczna jest na bardzo zaawansowanym poziomie i wciąż się rozwija dlatego myślę, że nie bałabym się takiego zabiegu. A jak w ogóle przebiega microlipofilling? Lekarz, który go wykonuje zaczyna od pobrania tkanki tłuszczowej z brzucha, bioder lub ud pacjentki. Zwykle pobiera się od 5 do 10 ml tkanki. Brzmi okropnie? Dla mnie nie, pobieranie krwi znoszę dzielnie więc i tu dałabym radę mając na uwadze sińce, których chcę się pozbyć. Zabieg ten jest bardzo delikatny i precyzyjny, lekarz używa zwykle cienkiej i tępej kaniuli (innymi słowy wenflonu), jeśli używa igły to takiej która ma najwyżej pół milimetra średnicy. Mikrodrobinki tłuszczu podawane są pomiędzy skórę a naczynia krwionośne, następnie lekarz przeprowadza modelowanie wstrzykniętej tkanki aby zapobiec ewentualnym zgrubieniom czy nierównościom. Co jest bardzo istotne dla mnie w tym zabiegu? Efekt widoczny jest natychmiast, i utrzymuje się kilka lat.

Koszt takiego zabiegu różni się w zależności od zastosowanej techniki i gabinetu, w którym jest wykonywany. Oscyluje w granicach 1800 – 8000 złotych.

Mikrolipoiniekcja jest nieskomplikowanym zabiegem, trwa około pół godziny i w zasadzie nie ma żadnych przeciwwskazań. Jest bezpieczny – porównujący do innych wypełniaczy, nie powoduje reakcji alergicznych, nie pozostawia blizn. Opuchnięcie i zasinienie powstałe podczas zabiegu znika w przeciągu kilku dni. W dodatku, podane jest znieczulenie miejscowe, więc nie odczuwa się bólu.

Wiele ludzi decyduje się na poprawienie swojej urody czy pozbycia się kompleksów, dzięki medycynie estetycznej. Wiele jest również przypadków, dzięki którym operacje plastyczne czy mniej inwazyjne zabiegi pomogły wrócić do normalnego życia, odzyskać pewność siebie oraz poczucie własnej wartości. Osobiście uważam, że jeśli korzystamy z wszelkich możliwości z umiarem i zdrowym rozsądkiem, to może to wnieść dużo korzyści do naszego życia. Na chwilę obecną blokadą są dla mnie jedynie pieniądze, ale myślę, że za kilka lat będę w stanie spełnić to marzenie, i pozbyć się swoich cieni za dobre kilka lat.

A Wy Kochane jaki macie stosunek do medycyny estetycznej? Zdecydowałybyście się na taki zabieg? Może również macie podobny problem jak ja?
Oliwkowa maseczka przeciwzmarszczkowo-regenerująca - Verona

Oliwkowa maseczka przeciwzmarszczkowo-regenerująca - Verona

• 20 lutego 2015 16 komentarzy
Dzień dobry :) parę postów wstecz, a dokładnie tutaj pojawiła się recenzja bankietowej maseczki oliwkowej od Verony. Tamta wersja średnio mi podeszła i miałam nadzieję, że inne które mam będą lepsze. Już na samym wstępie powiem Wam, że wersja przeciwzmarszczkowo-regenerująca spisała się w moim odczuciu rewelacyjnie. Po szczegóły zapraszam dalej, warto :)


Maseczki Verony widziałam do tej pory jedynie w małych sklepach.
Możecie ją jeszcze kupić tutaj bardzo tanio.
Pojemność 10 ml, cena około 1,20 zł.
Poniżej informacje o produkcie.


Moja opinia: Maseczka znajduje się oczywiście w saszetce, jest koloru białego, ma przyjemną kremową konsystencję i pachnie oliwkami. Jednak w tym przypadku zapach kojarzy mi się trochę z mydłem, prawie jak oliwkowe mydło. Tym razem maseczka wystarczyła mi na pięć użyć, ponieważ nakładałam cienkie warstwy, które bardzo ładnie się wchłaniały. Uważam, że nie ma sensu nakładać grubszej warstwy bo i tak skóra wszystkiego nie przyjmie a tyle ile potrzebuje. Produkt bardzo dobrze nakłada się na twarz, prawie jak krem. Lubię ją stosować zarówno na noc, jak i w ciągu dnia kiedy nie muszę nakładać makijażu. Co najbardziej mi się podoba w tym produkcie? Rewelacyjne nawilżenie skóry. Wszystkie suche skórki znikają, suchości w okolicach nosa nie ma. Dodatkowo, skóra w dotyku jest wyraźnie wygładzona i faktycznie jędrniejsza. Zdecydowanie widzę u siebie działanie regenerujące. Spłycenia zmarszczek nie zanotowałam, o zapobieganiu też ciężko powiedzieć. Niemniej jednak maseczka świetnie pielęgnuje skórę i wyraźnie poprawia jej wygląd. Z tej wersji jestem bardzo zadowolona, będę do niej wracać, dlatego też chętnie polecę ją Wam :)

Zachęcone? A może znacie inne maseczki, które tak dobrze nawilżają skórę?
"Fiesta" na paznokciach - Color Club.

"Fiesta" na paznokciach - Color Club.

• 19 lutego 2015 23 komentarze
Dzień dobry :) nie wiem jak u Was, ale dziś u mnie nieco pochmurna pogoda. Nie przeszkadza to jednak w zaprezentowaniu Wam mega letnich i intensywnych kolorów lakierów Color Club. Zestaw ten otrzymałam na spotkaniu blogerek w Łańcucie od Euro Fashion. Trafiła mi się seria Fiesta :)


Moja opinia: Każdy lakier jest o pojemości 15 ml. Buteleczki są porządne a pędzelki bardzo wygodne, choć czasami nabierają za dużo lakieru. Do pełnego krycia potrzeba dwóch warstw, choć przy zieleni, czerwieni i metalicznym srebrze można by się było pokusić o jedną grubszą. Większość lakierów nie tworzy smug podczas malowania, jedynie róż i seledyn mogą być trochę kłopotliwe, ale to też nie zawsze. Warstwy schną szybko i są odporne na ewentualne stłuczenia. Trwałość to około 3-4 dni. A teraz każdy po kolei :)


986 Endless Summer


985 Sunrise Canyon


984 Wild Cactus


983 Flamingo


982 Mamba & 987 On The Rocks

Przyznam szczerze, że kolorystyka serii Fiesta jest dość letnia i odważna. Kolory jakie mi się trafiły akurat nie są moje (jedynie klasyczna czerwień). W tej serii jest jeszcze bezbarwny lakier, ale chyba wszyscy wiedzą jak takie lakiery wyglądają :P niemniej jednak uważam, że lakiery Color Club są całkiem porządne i mam ochotę, ale na zupełnie inne, bardziej eleganckie odcienie :) 

Jakie jest Wasze zdanie?
Velvet Matte Lipstick - odcień 02 - Golden Rose

Velvet Matte Lipstick - odcień 02 - Golden Rose

• 17 lutego 2015 32 komentarze
Dzień dobry Kochane :* w dzisiejszym poście zapraszam na trochę kolorówki, a właściwie to prezentację matowej pomadki do ust od Golden Rose z serii Velvet Matte. Posiadam odcień o numerze 02, i ten kolorek na ustach towarzyszył mi podczas tegorocznych Walentynek :)


Informacje o produkcie: Pomadka do ust Velvet Matte tworzy na ustach aksamitne matowe wykończenie. Wysoka zawartość pigmentów oraz długotrwała formuła sprawia, że pomadka długo utrzymuje się na ustach. Idealnie się rozprowadza, a dzięki zawartości składników nawilżających oraz witaminie E dodatkowo odżywia i nawilża usta. Paleta zawiera 20 odcieni od klasycznej czerwienie po odcienie nude. Produkt nie zawiera parabenów i jest testowany dermatologicznie. Waga 4,2 g. Cena około 12 zł.


Moja opinia: Pomadka ukryta jest w solidnym i eleganckim na moje oko opakowaniu. Zatyczka nie jest na klik, ale przy noszeniu w kieszonce torebki nie otworzyła się (w bardziej ekstremalnych warunkach nie próbowałam :P). Wykończenie jest dla mnie typowo matowe, choć to też zależy od nakładanych warstw, im więcej tym bardziej zmienia się w pół-matowe. Konsystencja pomadki jest kremowa, bardzo dobrze rozprowadza się na ustach. Pigmentacja bez zarzutu, otrzymujemy piękny kolor bez żadnych prześwitów. Niestety pomadka (jak zapewnia producent) nie ma żadnych odczuwalnych właściwości nawilżających, dlatego lubi wysuszać usta i podkreślać suche skórki. Jej trwałość to około 3-4 godziny bez jedzenia i picia, później trzeba nanieść poprawki. Z jedzeniem i piciem jej trwałość spada co najmniej o połowę tego czasu, i zauważyłam, że schodzi wtedy z ust zaczynając od ich środka. Wygląda to trochę śmiesznie, jakbym pomalowała usta grubą warstwą konturówki a o reszcie zapomniała. Niemniej jednak nie zraża mnie to, ponieważ zaraz mogę zrobić poprawkę. Najbardziej komfortowo czuję się w pomadce, kiedy jest pod nią warstwa jakiegoś ochronnego/pielęgnującego mazidła. Nakładana bezpośrednio na suche usta, daje uczucie delikatnego ściągnięcia no i wysusza. Odcień 02 to taki ciemny, przygaszony róż. Zobaczcie zdjęcia.


Na tym zdjęciu pomadka została nałożona bezpośrednio na suche usta.
Dwie wersje, dwa różne światła.


Na tym zdjęciu pod pomadką jest warstwa mazidła pielęgnującego.
Również dwie wersje i dwa różne światła.

Podsumowując, osobiście wolę nosić ten odcień z warstwą ochronną. Jest wtedy delikatniejszy i jest bardziej komfortowo. Moja przygoda z serią Velvet Matte się nie skończyła, ponieważ mam ochotę na jeszcze inne odcienie :) Was też zachęcam do wypróbowania, jeśli jeszcze nie miałyście okazji ;)
Żel oczyszczający do twarzy - Cocoa Butter Formula Palmer's

Żel oczyszczający do twarzy - Cocoa Butter Formula Palmer's

• 16 lutego 2015 18 komentarzy
Dzień dobry :) mam nadzieję, że miło spędziłyście ten weekend i naładowałyście baterie na nowy obecny tydzień. Ja tak, choć teraz liczę, że najbliższe tygodnie zlecą bardzo szybko. Skoro dziś poniedziałek, to warto zacząć od recenzji ;) zapraszam na kilka słów o oczyszczającym żelu do mycia twarzy od Palmer's.


Żel można spotkać w drogeriach za około 20 zł.
Jego pojemność to 150 ml, i jest dość wydajny.
Poniżej informacje o produkcie.


Moja opinia: Żel mieści się w plastikowej przeźroczystej butelce z pompką, jest gęsty i dobrze się pieni. Właściwie wystarcza jego niewielka ilość aby dobrze umyć całą twarz. Przy zmywaniu czuć na twarzy śliski film, który zaraz znika w kontakcie z wodą, to jednak utrudna nieco zmywanie żelu. Ma dziwny zapach, taki trochę sztuczny, kojarzy mi się z plastikiem albo kurzem... Jest bardzo wydajny, po miesiącu codziennego stosowania ubyło dopiero 1/3, także jeszcze na dwa miesiące mi pewnie wystarczy. Kosmetyk bardzo dobrze oczyszcza twarz z pozostałości makijażu (ja zawsze najpierw usuwam makijaż mleczkiem na płatku, a potem kończę oczyszczanie właśnie produktem tego typu), daje radę z tuszem do rzęs przy czym nie powoduje u mnie podrażnienia oczu. A skoro dobrze oczyszcza twarz z resztek makijażu, to oczywiście daje też radę z innymi zanieczyszczeniami i sebum. Niestety, przy dłuższym stosowaniu żel wysusza moją skórę, a dodam, że cerę mam mieszaną. Producent mówi, że skóra po umyciu jest napięta - jak dla mnie tak napięta, że aż ściągnięta. Teraz używam go rzadziej, ale kiedy stosowałam go rano i wieczorem, nie mogłam pozbyć się przesuszeń na policzkach i na nosie. Policzki to były czasami wręcz czerwone i ulgę przynosił mi wtedy jedynie olej arganowy nakładany bezpośrednio na skórę. Obecnie żelu używam tylko do wieczornego oczyszczania twarzy, i to nie codziennie. Niestety według mnie na dłuższą metę nie nadaje się on do codziennego stosowania i raczej po niego więcej nie sięgnę, wrażliwcom też nie polecam. Sądziłam, że skoro zawiera masło kakaowe i aloes to będzie łagodny, niestety...

Miałyście okazję używać tego żelu?
Balsam upiększający do włosów BB 11w1 - Gliss Kur

Balsam upiększający do włosów BB 11w1 - Gliss Kur

• 13 lutego 2015 22 komentarze
Witam Was w ten piękny, słoneczny dzień :) dawno nie było takiej ładnej pogody, a zapowiada się, że pozostanie tak ładnie trochę dłużej. Od razu chce się żyć i nastrój jakiś lepszy :) po niespełna tygodniowej nieobecności dziś chciałabym powiedzieć kilka słów o nowości Schwarzkopf z serii Gliss Kur. Przedstawiam upiększający balsam do włosów BB 11w1 z kompleksem płynnej keratyny do wszystkich rodzajów włosów.


Balsam można kupić w drogeriach czy marketach.
Pojemność to 50 ml, a cena około 18 zł.
Poniżej informacje i obietnice producenta.


Moja opinia: Balsam mieści się w miękkim plastikowym opakowaniu z zatyczką na klik. Jest koloru białego a jego konsystencja jest kremowa, choć jest to taki jakby wilgotny krem. Zapach kojarzy mi się z tą serią, choć mam wrażenie, że różni się od szamponu. Jest przyjemny, troszkę mocny, ciężko mi go tak naprawdę określić. Producent zaleca nałożenie wielkości orzecha laskowego, szczerze mówiąc mam do tego mieszane uczucia, jak dla mnie to trochę za dużo. Zanim nałożę na włosy, rozsmarowuję krem w dłoniach (przy czym są one umazane na biało oczywiście) i wtedy z lekkim przerażeniem nakładam na włosy od ucha w dół, nigdy od nasady. Dlaczego z przerażeniem? Moje włosy są półdługie, powoli dochodzą do łopatek i mam wrażenie, że taka ilość obciąża je. Balsamu nie używam po każdym myciu włosów tylko co jakiś czas, i za każdym razem kiedy go używam, mam wrażenie, że włosy szybciej tracą świeżość i robią się takie byle jakie. Jak na moich (ostatnio w dobrej kondycji) włosach sprawdził się balsam? Pozwolę odnieść się do punktów producenta: Jedwabista miękkość - owszem, ale tylko w pierwszym dniu. Lśniące refleksy - nie zauważyłam. Ochrona przed rozdwajaniem się końcówek - raczej nie, może gdybym używała balsam codziennie albo po każdym myciu. Przeciwdziałanie łamliwości - tak jak w punkcie poprzednim. Zmysłowa sprężystość - moje loki po papilotach delikatnie oklapły po nałożeniu balsamu, więc zmysłowo nie było. Kontrola puszenia się włosów - w pierwszym dniu tak. Odporność i siła - ciężko mi to gołym okiem stwierdzić. Naturalna objętość - może w pierwszym dniu, ale i tak nie bardzo. Promienny blask - nie zauważyłam. Ułatwione rozczesywanie - nie powiedziałabym. Głębokie odżywienie - raczej głębokie obciążenie. Podsumowując, raczej nie jestem z balsamu zadowolona, jest ok w pierwszym dniu po umyciu włosów ale na drugi dzień mam wrażenie, że skraca świeżość włosów, jest trochę za ciężki na ten moment. Wiem, że jest wiele innych kosmetyków tego typu, dlatego raczej nie polecam tego balsamu BB.

Znacie? Miałyście okazję używać?
Dermatologiczny żel micelarny do mycia twarzy suchej, odwodnionej i wrażliwej - Oillan Balance

Dermatologiczny żel micelarny do mycia twarzy suchej, odwodnionej i wrażliwej - Oillan Balance

• 7 lutego 2015 24 komentarze
Cześć :) już na samym wstępie chciałabym powiedzieć, że dziś nie będzie negatywnej recenzji. Choć jak planowałam co napisać to miałam wybrać zupełnie inny produkt, jednak stwierdziłam, że może dziś napiszę o kosmetyku, z którego jestem zadowolona. Od dłuższego czasu mam okazję testować dermatologiczny żel micelarny do mycia twarzy od Oillan Balance.


Do kupienia w aptekach za około 15 do 20 zł.
Pojemność 150 ml.
Poniżej informacje od producenta.


Moja opinia: Żel zamknięty jest w plastikowej butelce z okręcaną zakrętką. Nie ma problemu z aplikacją żelu, choć osobiście wolałabym aby była to zatyczka na klik niż odkręcana zakrętka. Żel jest mleczno-perłowy, lejący się i bez zapachu. Można używać go na dwa sposoby, na sucho albo na mokro. Przyznam szczerze, że mi bardziej odpowiada sposób pierwszy, na sucho z użyciem wacika. Uzycie żelu w ten sposób zastępuje mi tonik i pozwala odświeżyć twarz w ciągu dnia kiedy nie mam makijażu. Po przetarciu skóry nasączonym płatkiem, żel bardzo dobrze usuwa zanieczyszczenia i odświeża skórę. Nie jest ona lepka w dotyku, ale gładka i wyraźnie odświeżona. Całkiem nieźle radzi sobie też z lekkim makijażem albo pozostałościami. Wersja na mokro, z użyciem wody nie przypadła mi do gustu. A to dlatego, że żel w ogóle się nie pieni. Owszem, dobrze rozprowadza się na twarzy i oczyszcza, ale jakoś nie mogę się przekonać. Niemniej jednak często zabieram go ze sobą na wyjazd, gdzie pełni dla mnie funkcję dwóch kosmetyków. Skóra po użyciu tego żelu, nie dość, że jest dobrze oczyszczona i odświeżona, to dodatkowo delikatnie nawilżona. Nie ma żadnego uczucia ściągnięcia czy napięcia skóry, żel nie wysusza również, jest bardzo delikatny. Jest przeznaczony do cery suchej, wrażliwej i odwodnionej. Ja jako posiadaczka cery mieszanej jestem z niego zadowolona, zwłaszcza w te mroźne dni. Dodam na koniec, że w moim przypadku jest on bardzo wydajny. Jeśli macie ochotę na jakiś delikatny kosmetyk, to z czystym sercem mogę ten żel polecić :)

Znacie ten żel? :)
Henna do ust Curiosa - odcień Chili F80

Henna do ust Curiosa - odcień Chili F80

• 5 lutego 2015 28 komentarzy
Dobry wieczór :) dziś chciałabym napisać parę słów o dość nietypowym kosmetyku, z którym nigdy wcześniej nie miałam styczności. Jest to henna do ust Curiosa, którą miałam możliwość przetestować dzięki spotkaniu blogerek w Łańcucie. Jeśli jesteście ciekawe, zapraszam do dalszej lektury...


Informacje o produkcie: Henna Lips jest permanentną, dwustronną konturówką do ust w 100% na bazie składników naturalnych. Utrzymuje się na ustach przez cały długi dzień. Ponieważ Henna Lips jest stworzona na bazie wody, a nie wosku, nie powoduje uczucia lepkości na ustach. Cena 69 zł.

Więcej informacji, gama kolorów oraz link do produktu: KLIK


Moja opinia: Kosmetyk ma wygląd pisaka i dzięki temu wygodnie się z nim pracuje. Posiada dwie końcówki, jedna pełni funkcję konturówki a druga służy do wypełnienia ust kolorem. W moim odczuciu końcowki te są wilgotne, ale henna szybko zasycha na ustach. I tu też ważna uwaga, trzeba się naprawdę starać i starannie pomalować usta, ponieważ kosmetyk jest bardzo trwały i ciężko go zmyć z ust. Szybkie poprawki nie wchodzą w grę. Nie polecam też oblizywać ust, henna ma gorzki posmak. Nie zauważyłam aby pielęgnowała czy chroniła moje usta, wręcz przeciwnie. Kosmetyk niestety podkreśla suche skórki i wszelkie niedoskonałości na ustach, wysusza. Być może mój odcień jeszcze bardziej to uwydatnia... Właśnie, mój odcień... Przyznam szczerze, że trafił mi się taki, jakich nigdy nie noszę. Dlaczego? Bo  z moją bladą cerą i takim kolorem na ustach wyglądam okropnie, niezdrowo i paskudnie. O ile na stronie internetowej odcień mi się podoba, tak na ustach jest paskudny. Taki bordowy, buraczany odcień, bo żadne inne określenie mi do głowy nie przychodzi. O ile sama idea pisaka jest fajna, tak przez odcień, który mi się trafił zostałam zupełnie zniechęcona. Same zobaczcie jak to wygląda na ustach...


Tak jak wspominałam, hennę bardzo ciężko zmyć z ust przez co można stwierdzić, że jest dość trwała. Tak przynajmniej wypowiadały się inne dziewczyny. Ja swoją nosiłam na ustach może dwie godziny, pijąc przy tym i jedząc - co przetrwała prawie nienaruszona. Później ją zmyłam, bo nie miałam ochoty słuchać uszczypliwych komentarzy moich domowników. Po zmyciu pozostała jeszcze poświata odcienia, i wtedy Chili wpadało już w odcień podobny do tego pokazanego na stronie produktu. 


Tutaj nałożyłam dodatkowo na usta bezbarwną pomadkę nawilżającą. Do testów robiłam kilka podejść, za każdym razem na wypilingowane, wygładzone usta. Próbowałam też na bezbarwną pomadkę nawilżającą jako bazę. Niestety nic to nie dało. Może jaśniejszy odcień lepiej by się sprawował. Ja zadowolona nie jestem i na pewno na hennę w pisaku się nie skuszę. A już na pewno nie za prawie 70 zł.

Miałyście do czynienia z takim kosmetykiem kiedyś?
Oliwkowa maseczka błyskawiczna bankietowa - Verona

Oliwkowa maseczka błyskawiczna bankietowa - Verona

• 4 lutego 2015 17 komentarzy
Dobry wieczór :) będąc na ostatnim spotkaniu blogerek w Łańcucie, otrzymałyśmy kosmetyki Verona. Była tam między innymi maseczka, o której dziś chciałabym powiedzieć kilka słów. Przyznam szczerze, że cała seria oliwkowa mnie zaciekawiła, a ponieważ moja cera obecnie się troszkę przesuszyła, pokładałam w maseczce spore nadzieje...


Niestety nie widziałam tych masek w żadnej drogerii.
Być może, można je spotkać w hipermarketach albo małych sklepach.
Pojemność to 10 ml, a cena waha się od 1,20 do 2 zł.


Moja opinia: Maseczka znajduje się w saszetce i ma kremową konsystencję. Zapach ładny i delikatny, wyczuwam oliwki. Bezproblemowo i przyjemnie aplikuje się ją na twarz. Jest jej dość sporo w saszetce, mi ta ilość wystarczyła na cztery podejścia. Trzymałam ją zwykle 10 minut, czasem dłużej jak się zapomniałam. Efekt jaki uzyskałam to wyczuwalna powłoczka na skórze, dość denerwująca. Owszem, skóra zostaje zmatowiona, wygładzona i taka jakby napięta, ale... No nie da się chodzić z taką wyczuwalną powłoczką na twarzy, a już tym bardziej nałożyć podkład czy krem. Producent zaleca resztki usunąć chusteczką, ale nie da się tego zrobić w ten sposób, gdyż wtedy powłoczka maseczki zaczyna się rolować. Dlatego mi nie pozostawało nic innego jak to zmyć. Po zmyciu, cera wciąż była matowa i koloryt lekko ujednolicony, ale nic poza tym nie zauważyłam. Niestety nawet przyjemnego uczucia nawilżenia. Mam z tej serii inną maseczkę, i mam nadzieję, że tamta się już sprawdzi - czas pokaże :P

Miałyście okazję testować tą maseczkę?