Szampon nabłyszczający do włosów: Figa i Ekstrakt z Pereł - Balea

Szampon nabłyszczający do włosów: Figa i Ekstrakt z Pereł - Balea

• 30 kwietnia 2015 19 komentarzy
Dobry wieczór :) dziś chciałabym opowiedzieć o jednym produkcie z asortymentu niemieckiej drogerii Dm Market - niedostępnej niestety u nas w Polsce. Szampon ten mam od dawna a dopiero kilka dni temu go zużyłam. Zakupiłam go przez pewny sklep internetowy, ponieważ byłam ciekawa kosmetyków Balea a nie miałam innej możliwości ich zdobyć. Zakupów nie żałuję :) jeśli jesteście ciekawe, zapraszam do lektury.


Informacje o produkcie: Szampon zawierający ekstrakt z fig i perły a także kompleks witamin B3 i B5, odżywia włosy nadając im jedwabistą gładkość oraz połysk i sprężystość. Nadaje się do stosowania codziennego. Neutralne pH, produkt przebadany dermatologicznie, bez silikonu. Pojemność 300 ml, cena około 6 zł. 


Moja opinia: Szampon zamknięty jest w prostej butelce z bezproblemową zatyczką na klik. Jego konsystencja jest średnio gęsta, jest perłowy i pachnie prześlicznie. Wyczuwam wyraźny owocowy zapach, zwykle takich nie lubię ale ten mi bardzo przypadł do gustu. Szampon pieni się bardzo dobrze, zużywa się jak każdy inny w sumie. Moje przetłuszczające się włosy bardzo go polubiły, ponieważ świetnie je oczyszczał i nie spowodował swędzenia czy łupieżu. Mam wrażenie, że czasem były też nieco dłużej świeże. Wydaje mi się również, że włosy jakoś lepiej się po tym szamponie układają. Są gładkie ale lekkie, i trzeba też przyznać, że nawet błyszczą. Mimo, że raczej trzeba po nim nałożyć odżywkę bo lubił plątać włosy, to i tak sprawował się bardzo dobrze. Nie było również żadnego elektryzowania czy puszenia się włosów. Jestem bardzo zadowolona - szampon bez silikonów za teoretycznie małe pieniądze. Na pewno do niego wrócę, by przetestować go jeszcze z odżywką z tej samej serii. Jeśli będziecie miały okazję to polecam kupić :) 

Znacie ten szampon? Lubicie kosmetyki Balea?
Rosyjski krem do rąk z organicznym ekstraktem z oliwek - Bioluxe

Rosyjski krem do rąk z organicznym ekstraktem z oliwek - Bioluxe

• 29 kwietnia 2015 20 komentarzy
Dzień dobry :) pogoda się dziś trochę zepsuła i zrobiło się chłodno i wietrznie, szkoda, bo przyjemnie było wyjść na dwór bez kurtki. Liczę jednak, że ciepło wróci niebawem bo wiosna pokazała już swoje piękno. Tymczasem dziś chciałabym opowiedzieć o małym i niepozornym rosyjskim kremiku do rąk marki Bioluxe. 


Informacja o produkcie: Krem do rąk na bazie organicznego ekstraktu z oliwki odżywia i wzbogaca skórę w witaminy, wygładza ją i dodaje jej delikatności, miękkości. Dla wszystkich typów skóry. Do codziennej pielęgnacji. Bioluxe to seria kremów opracowana na bazie organicznych ekstraktów roślinnych stworzona dla czułej pielęgnacji naszej skóry. Tylko naturalne oleje, bez parabenów, produktów z przerobu ropy naftowej, silikonów i barwników. Kremy delikatnie i skutecznie pielęgnują czułą skórę przywracając jej sprężystość, blask i delikatność. Pojemność 40 ml, cena około 5 zł.


Moja opinia: Krem zamknięty jest w małej tubce z odkręcaną zakrętką. Jest idealny do małej czy dużej torebki, jest zakrętka jest trochę mało praktyczna. Zanim zaczęłam używać, była dodatkowa folia zabezpieczająca, która gwarantuje świeżość kosmetyku. Kremik ma lekką, nieco gęstą konsystencję. Bardzo dobrze rozprowadza się na skórze i szybko wchłania. Nie pozostawia tłustej ani lepkiej warstwy. Po wchłonięciu dłonie są gładkie i nawilżone. Efekt ten jednak nie jest jakiś mocny, średni wręcz powiedziałabym, ale jako krem do torebki może być. Zapach kremu kojarzy mi się z mydlaną oliwką. Stacjonarnie można go dostać w aptekach i pewnie w sklepach z naturalnymi kosmetykami. Ja widziałam do tej pory tylko w niektórych aptekach przy kasie. Jeśli kiedyś go spotkacie to wypróbujcie, są też inne wersje.

Znacie ten krem? Jaki jest Wasz ulubiony do torebki?
6 tygodni z odżywkami LiLash i LiBrow. After 6 weeks with Lilash and LiBrow.

6 tygodni z odżywkami LiLash i LiBrow. After 6 weeks with Lilash and LiBrow.

• 28 kwietnia 2015 28 komentarzy
Dzień dobry :) nie pisałam parę dni z powodu braku czasu. W sobotę byliśmy na weselu u rodziny, wcześniej jeszcze były inne sprawy na głowie i tak czas zleciał. Nie mogłam odespać po tym weselu stąd notka dziś a nie w niedzielę. Ciekawa jestem jak ja się wprawię, aby wytrzymać całą noc na swoim :) no ale, dziś nie o tym. Dziś chciałabym pokazać Wam efekty stosowania serum do rzęs i brwi LiLash i LiBrow po 6 tygodniach, czyli w połowie drogi :)


Połowa wypadła 13 kwietnia, ale zdarzyło mi się kilka razy zapomnieć nałożyć dlatego pokazuje efekty z poślizgiem.


Minęło 6 tygodni a już widać różnicę prawda? :)


Już teraz mogę powiedzieć, że rzęsy są mocniejsze, ciemniejsze i dłuższe.
Jeśli chodzi o brwi, to szybciej rosną po regulacji i również są ciemniejsze.


After 6 weeks with LiLash my lashes are longer, darker and stronger.
With LiBrow my eyebrows are darker and grow faster.
Can't wait for the 12 weeks results!

Pełna recenzja i podsumowanie testowania w czerwcu :)
Maseczka-peeling odświeżająca z zieloną glinką kambryjską - Dermaglin

Maseczka-peeling odświeżająca z zieloną glinką kambryjską - Dermaglin

• 23 kwietnia 2015 12 komentarzy
Dzień dobry :) w sobotę wybieramy się na wesele w rodzinie, dlatego od kilku dni pracuję nad moją cerą aby wyglądła świeżo, i aby pozbyć się dwóch niechcianych gości. Uznałam więc, że będzie to idealny moment aby przetestować kolejne maski do twarzy od Dermaglin. Dziś jedna z nich, całkiem niezła :)


Pojemność to 20 g, a cena około 5 zł.
Do kupienia w Rossmanie i pewnie w Naturze.
Poniżej informacje o produkcie.


Moja opinia: Maseczka zamknięta jest w sporej saszetce, przed otwarciem zawsze ugniatam maski glinkowe palcami aby składniki były dobrze ze sobą zmieszane. Kolor zielony, konsystencja jest bardzo przyjemna, bardzo dobrze się rozprowadza na twarzy, nie ma żadnych drobinek peelingujących. Zapach jest specyficzny, kojarzy mi się z selerem albo korzeniem pietruszki świeżo wykopanymi z mokrej ziemi, na szczęście zanika chwilę po zmyciu z twarzy. Oczywiście glinkę zmywam ciepłą wodą, chłodną jest dużo ciężej ją zmyć. Jak zapewne wiecie, mam cerę mieszaną i przyznam, że moja cera polubiła sie z tym produktem. Pierwsze co, to maseczka-peeling bardzo ładnie wygładza skórę twarzy, nie ma żadnych suchych skórek, jest idealna gładkość. Widać wyraźne oczyszczenie, patrzę w lustro i na pierwszy rzut oka widać, że maseczka dobrze działa. Delikatnie łagodzi stany zapalne, ponieważ wielki czerwony pryszcz na brodzie prawie sie zagoił. Nie zauważyłam działania w stosunku do sebum, ale zaraz po zmyciu i osuszeniu twarzy go nie ma. Maseczka faktycznie ma działanie rewitalizujące, poprawia stan cery. Konieczne jest jednak nałożenie kremu albo serum po, ponieważ czuć delikatne ściągnięcie skóry. Opakowanie wystarczyło mi na trzy użycia. Polecam, ja na pewno do niej wrócę :)

Lubicie maseczki Dermaglin?
Ulubieniec: Krem naprawczy na noc Dermo-Age Control+ - Proastiq

Ulubieniec: Krem naprawczy na noc Dermo-Age Control+ - Proastiq

• 20 kwietnia 2015 17 komentarzy
Hej :) dziś chciałabym opowiedzieć o kremie, na który trafiłam przez przypadek a stał się kosmetyczną perełką. Markę Proastiq zapoczątkowali dwaj Panowie z Podkarpacia i skupili się na bardzo ważnym składniku - astaksantynie.


Informacje o produkcie: Po wielu laboratoryjnych próbach udało się stworzyć ten wysoce skuteczny dermokosmetyk stymulujący nocną rekonwalescencję. Staranne połączenie zawartych w nim składników aktywnych wzmacnia potencjał skuteczności kremu, aby skóra odzyskała pożądaną równowagę i zyskała najlepszą ochronę na kolejny dzień. Odżywcza formuła kremu dedykowana jest dla cery normalnej, suchej i mieszanej. Skuteczne składniki aktywne dają ochronę przed czynnikami powodującymi procesy starzenia skóry i umożliwią cofanie się istniejących zmian, poprzez lepsze odżywienie, ukrwienie i pobudzenie podziałów komórek skóry. Pojemność 50 g, cena 77 zł.


Naturalna astaksantyna – wysokie stężenie najsilniejszego znanego nauce antyoksydantu, zapewnia skórze ważną ochronę antyrodnikową. Stanowi barierę dla promieni UV będących przyczyną fotostarzenia skóry. Badania naukowe wykazały, że Astaksantyna skutecznie wnika w głąb skóry hamując procesy uszkodzeń DNA i białek komórkowych. Ochrania włókna kolagenowe i elastyny pomagając w utrzymaniu naturalnego napięcia skóry. Dzięki silnym właściwościom przeciwrodnikowym wpływa na zahamowanie procesów starzeniowych i redukcję istniejących już drobnych linii i zmarszczek, pomaga w usuwaniu przebarwień i przywraca skórze naturalny koloryt. Utrzymuje prawidłowy poziom jej nawilżenia.
Aktywna forma Witaminy A – niezbędna aby nasza skóra mogła prawidłowo funkcjonować. Stymuluje procesy naprawcze pobudzając komórki do produkcji kolagenu, wpływa na odnowę komórkową, naturalne procesy regeneracji skóry i redukcję plam pigmentacyjnych. Poprawia ukrwienie tkanek, pobudza komórki do podziałów, dzięki czemu umożliwia redukcję nawet głębszych zmarszczek mimicznych.
Kwas hialuronowy – biozgodna substancja występująca w naszym organizmie. Zastosowany w kremie pomaga spłycać i wypełniać zmarszczki. Poprawia strukturę warstwy rogowej naskórka, dając efekt natychmiastowego wygładzenia i nawilżenia. Jego higroskopijne właściwości hamują transepidermalną utratę wody, optymalizując poziom nawilżenia skóry.
Witamina E – nazywana witaminą młodości, wpływaja na komórki naskórka skutecznie pomaga przeciwdziałać starzeniu się skóry. Pełni rolę naturalnego konserwantu w kremie. Podczas długotrwałego jej stosowania mogą zostać zredukowane plamy starcze (jeśli występują). Wpływa na produkcję białek utrzymujących naturalne napięcie i jędrność skóry.

Więcej informacji, do kupienia tutaj: http://www.proastiq.pl/dermo-age-control-.html


Moja opinia: Krem zamknięty jest w plastikowym, prostym słoiczku. Szata graficzna jest estetyczna i prosta. Kosmetyk jest konsystencji miękkiego masła, kolor jak widać na zdjęciu powyżej, nie jest uzyskany chemicznie, ale z naturalnego składnika, zapach bardzo przyjemny i delikatny. Krem idealnie rozprowadza się na skórze i bardzo szybko się wchłania (po rozsmarowaniu jest bezbarwny i nie nadaje żadnego koloru), właściwie nie trzeba dużej ilości aby wystarczyło na całą twarz, dzięki czemu jest również wydajny. Stosuję go tylko na noc po oczyszczeniu twarzy, nie codziennie a zamiennie z serum innej firmy. Jeśli miałabym krótko opisać jak działa ten krem, to powiedziałabym, że to doraźny regenerujący zastrzyk dla cery. Moja cera jest mieszana i bardzo blada, jeśli nie jest w najlepszej kondycji to wyraźnie widać na niej wszelkie oznaki zmęczenia i wszystko co chciałoby się ukryć. Po aplikacji kremu na skórę od razu widać różnicę. Pierwsze co, to wrażenie takiej niewidzialnej powłoczki która natychmiast poprawia ogólny wygląd skóry. Sprawia wrażenie wypoczętej i zdrowej, a przede wszystkim jest gładka. Zmarszczek nie mam wiele, w sumie to tylko jedną głęboką na czole, i po aplikacji tego kremu zostaje ona spłycona i prawie niewidoczna. Co więcej, rano po przebudzeniu odczuwam wyraźne nawilżenie skóry i zdecydowanie jej lepszy wygląd. Krem nie jest tłusty, ale zostawia taką bardzo delikatną powłoczkę, dlatego też raczej nie mogłabym go używać w ciągu dnia. Kosmetyk jest hipoalergiczny, nie zapycha ani nie podrażnia. Ja jestem z niego bardzo zadowolona i na pewno gdy skończę obecny słoiczek to zakupię nowy. Jak najbardziej polecam, dawno nie trafiłam na tak dobry kosmetyk :)

Krem można kupić chyba tylko na stronie producenta, dostępne są również próbki.
Znacie markę i kosmetyki Proastiq?
Odcień Mleczna Czekolada 6/73 od Wellaton - efekt na rozjaśnianych włosach.

Odcień Mleczna Czekolada 6/73 od Wellaton - efekt na rozjaśnianych włosach.

• 15 kwietnia 2015 37 komentarzy
Hej! Wczoraj można było zobaczyć na blogu efekty mojego eksperymentu z rozjaśniaczem do włosów od Joanny. Jak pamiętacie, byłam zadowolona ponieważ rozjaśniacz sobie poradził i moje włosy praktycznie w ogóle na tym nie ucierpiały. Dziś chciałabym pokazać Wam efekt końcowy mojej powrotnej drogi do brązu :)


Informacje o produkcie: Kremy trwale koloryzujące Wellaton pozwalają zachować 4 oznaki młodego wyglądu włosów i cieszyć się nimi przez długi czas. Pełnia koloru jest możliwa dzięki wysoce efektywnym pigmentom koloryzującym. Dodatkowo molekuły CR zawarte w recepturze kremu koloryzującego powodują powstawanie refleksów świetlnych wzmacniających efekt intensywności oraz głębi koloru. Odżywka wzbogacona wyciągiem z palmy kokosowej pielęgnuje włosy. Dodatkowo działanie formuły produktu chroni i nawilża włosy, dzięki czemu lśnią one zdrowym blaskiem, są miękkie i pełne witalności. Cena około 13 zł.


Moje odczucia: Do długości moich włosów były potrzebne dwa opakowania, kupiłam je w promocji więc właściwie zapłaciłam niecałe 20 zł. Farba do rozmieszaniu ma w miarę gęstą i kremową konsystencję, dobrze nakłada się na włosy. Zapach starszej wersji (pomarańczowej) był mocny i chemiczny, teraz dodali jakieś kwiatowe akcenty chyba bo już nie jest aż taki chemiczny, ale jednak wciąż mocny. Załączone maski są bardzo fajne, włosy pozostaję mięciutkie i pięknie się błyszczą, a w dodatku pięknie pachną. Od momentu nałożenia, farbę trzymałam przez 45 minut, a już przy nakładaniu kolor szybko łapał. Jeśli chodzi o pokrycie to wydaje mi się, że jest równomierne, w paru miejscach od spodu są małe prześwity jedynie, ale bardziej kojarzą mi się z refleksami. Czy otrzymałam mleczną czekoladę? Nie potrafię określić, odcień ten kojarzy mi się raczej z jasnym nugatowym brązem. 


Tak kolor wygląda w świetle pokojowym.


A tak wygląda na dworze. W rzeczywistości nie jest rudy a właśnie kojarzy mi się z nugatem.


A tu już pełny efekt przed i po. Wczoraj straszyłam jeszcze domowników i kota rozjaśnianą marchewą, dziś jestem strasznie zadowolona, że osiągnęłam to co zamierzałam :D kolor jaki uzyskałam jest bardzo zbliżony do mojego naturalnego (naturalny jest bardziej mysi). Uważam, że przejście z czerwieni do brązu (określając ogólnie) wyszło tak jak planowałam :) co więcej, moje włosy w ogóle na tym nie ucierpiały :)

A jakie jest Wasze zdanie? 
Rozjaśnianie włosów z rozjaśniaczem - Joanna Multi Blond Intensiv

Rozjaśnianie włosów z rozjaśniaczem - Joanna Multi Blond Intensiv

• 14 kwietnia 2015 36 komentarzy
Dzień dobry! Celowo nie pisałam wczoraj żadnej recenzji, aby dziś rano pokazać Wam co wyszło z mojej przygody przygody z rozjaśniaczem Multi Blond Intensiv od Joanny, którego właściwie trochę się bałam. A nie było czego tak naprawdę. Jeśli jesteście ciekawe moich odczuć i efektów rozjaśniania zapraszam do pełnej lektury.


Informacje o produkcie: Rozjaśniacz Blond Intensiv przeznaczony jest do rozjaśniania całych włosów nawet o 5 tonów. Dzięki ekstraktom z jedwabiu, włosy są chronione podczas zabiegu rozjaśniania. Do opakowania dołączona jest również maseczka Blond System opracowany specjalnie do pielęgnacji włosów rozjaśnionych. Cena około 10 zł.


Tak wygląda zawartość opakowania. Do mojej długości włosów zużyłam dwa opakowania, jedno by nie wystarczyło ponieważ składniki po wymieszaniu są jak kremowa pasta, która skleja włosy. Także jeśli macie gęste włosy długości do ramion i dłuższe to jedno opakowanie nie wystarczy. Co jest dziwne, kupiłam dwa takie same opakowania a dopiero później zorientowałam się, że w drugim opakowaniu jest prawidłowa szata graficzna (złoto-czarna), a ja zrobiłam zdjęcie tej starej :P 

Niestety zapomniałam zrobić zdjęcia włosów przed rozjaśnianiem, ale moim kolorem wyjściowym była sprana średnia czerwień z niezamierzonym efektem ombre, a dokładniej do ucha była dość jasna a od ucha w dół ciemniejsza. 


Powyżej widzicie włosy w trakcie rozjaśniania i już po umyciu i uczesaniu, światło jest sztuczne dlatego wyszło tak rudo. Rozjaśniacz nakładała Mama, sama bym sobie nie dała rady na pewno. Zaczęłyśmy od dolnej partii włosów, ponieważ były ciemniejsze a później górna partia. Na początku sobie pukałam w głowę, że tak to podzieliłyśmy, ale jednak włosy rozjaśniły się w miarę równomiernie, nie ma ombre. Oczywiście na odrosty nie nakładałyśmy rozjaśniacza.


W świetle dziennym wygląda to tak, myślałam, że będzie dużo gorzej ale wydaje mi się, że baza na brąz jest idealna i nie będzie czerwonych prześwitów jak kiedyś. Zależy mi na jasnym brązie, takim jak mój naturalny.


Co myślę o tym rozjaśniaczu? Jestem bardzo zadowolona, rozjaśnił włosy tak jak chciałam, mam nadzieję, że wyjdzie mi naturalny jasny brąz. Samo nakładanie konieczne jest z udziałem drugiej osoby, samemu nie da rady zrobić tego równo i bezproblemowo. Nie pachnie fiołkami, śmierdzi chemią ale nie do tego stopnia, że nie da się wytrzymać. Ja właściwie nie czułam bo odwracałam głowę i zasłaniałam nos, Mama miała maskę. Trzymałam 40 minut od momentu zakończenia nakładania, ale już w trakcie było widać jak rozjaśniacz szybko działa, naprawdę szybko. Spłukiwanie szybkie i bezproblemowe, woda jest lekko niebieska, później mycie włosów szamponem i nałożenie maski Blond System. Po całym zabiegu włosy są praktycznie w takim samym stanie jak przed, może troszkę suche ale naprawdę minimalnie. 

Myślę, że napisałam wszystko co istotne. Jeśli macie jakieś pytania to śmiało, będę odpowiadać pod komentarzem.

Wieczorem nakładamy brąz 6/73 Mleczna Czekolada od Wellatonu, nie mogę się doczekać! :)
Oleje: arganowy, lawendowy i eukaliptusowy - Mokosh Cosmetics

Oleje: arganowy, lawendowy i eukaliptusowy - Mokosh Cosmetics

• 12 kwietnia 2015 16 komentarzy
Dzień dobry :) dziś zapraszam na ostatni wpis o naturalnych kosmetykach marki Mokosh Cosmetics. Mogłam oleje zawrzeć w poprzednich wpisach obok innych produktów, ale wolałam napisać krótszy ale osobny post wraz z podsumowaniem całego testowania. Jeśli jesteście ciekawe, zapraszam do lektury :)


W swojej kolekcji posiadam trzy rodzaje olejów od Mokosh Cosmetics. 

Olej arganowy mini - 7,5 ml za 9,90 zł.

Ten olejek służy mi jako olej bazowy do robienia masek glinkowych, najbardziej jednak lubię go łączyć z glinką białą. Olej arganowy dobrze służy mi również sam w sobie i często zastępuję nim gotowe maseczki do twarzy, które wiele obiecują. Nie wiem czy też macie takie odczucia, ale kiedy regularnie nakładam cienką warstwę na twarz to widzę wyraźną poprawę w wyglądzie skóry twarzy. Można dodawać go również do kąpieli z solami albo do peelingu. 


Olej arganowy do paznokci - 7,5 ml za 11,90 zł.

Tutaj marka wyszła z fajnym rozwiązaniem specjalnie dla paznokci. Buteleczka jest niczym lakier do paznokci, zakrętka połączona ze zgrabnym pędzelkiem do aplikacji oleju na paznokcie. Zauważyłam, że nawet nakładanie raz dziennie pomaga je wzmocnić i nawilżyć skórki. We wszystkim ważna jest regularność, inaczej ciężko o dłuższe efekty. 



Olejek eteryczny lawendowy - 10 ml za 21,90 zł.

Tego olejku uwielbiam używać do aromatyzacji pomieszczeń i do peelingu stóp i dłoni z solą jodowo-bromową. Przede wszystkim jest on bardzo intensywny dlatego też zapach na skórze pozostaje na długo. Podczas palenia w kominku również jest mocny, ale później ta woń się rozprzestrzenia i łagodnieje. Lubię lawendę bo wydaje mi się prostym i lekkim zapachem, idealnie pasującym do domowych kątów.


Olejek eteryczny eukaliptusowy - 10 ml za 24,90 zł.

Jeśli chodzi o aromatyzację powietrza w pomieszczeniu to jest dla mnie trochę zbyt intensywny, ale sprawdził się u rodziny przy przeziębieniu (nacieranie solą jodowo-bromową połączoną z tym olejkiem). Udrożnia nos przy katarze i łatwiej wtedy oddychać. Jest naprawdę intensywny i czuć wyraźnie eukaliptus. Działa na wirusy, grzyby i bakterie więc mimo intensywności warto nim aromatyzować pomieszczenia.


Na zakończenie dla przypomnienia podaję linki do poprzednich wpisów: glinka zielonaglinka białasól jodowo-bromowa.
Znacie produkty marki Mokosh Cosmetics?
Naturalna glinka zielona 100% - Mokosh Cosmetics

Naturalna glinka zielona 100% - Mokosh Cosmetics

• 10 kwietnia 2015 23 komentarze
Dzień dobry :) dzisiejszy post jest kontynuacją wpisów na temat kosmetyków naturalnych. Do tej pory możecie na blogu poczytać o białej glince oraz soli jodowo-bromowej. Dziś chciałabym opisać moje odczucia z używania glinki zielonej, a ostatnim postem będzie zestawienie olejków Mokosh Cosmetics jakie posiadam. Zapraszam do lektury :)


Informacje o produkcie: Glinka zielona zgodna z Ecocert jest wydobywana z głębokich pokładów krzemionkowo-aluminiowych. Zawiera wiele ważnych dla organizmu związków mineralnych, makro i mikroelementów w łatwo przyswajalnej formie. Ma silne właściwości odtłuszczające, matujące, oczyszczające i regenerujące. Jej używanie jest bezpieczne dla każdego typu skóry, również wrażliwej. Działanie: odmładza, działa antyoksydacyjnie, absorbuje toksyny, oczyszcza, odtłuszcza, działa przeciwbakteryjne, wygładza skórę.



Tak wygląda glinka w opakowaniu, jest sypka i puszysta jak glinka biała. 
Ta jednak nie ma zapachu, żadnego nie wyczuwam.


Moja opinia: Glinkę używam głównie jako oczyszczającą maseczkę do twarzy przygotowując ją na dwa sposoby. Jeśli chcę mocno oczyścić skórę to mieszam 2,5 łyżeczki glinki i łyżeczkę wody do powstania pasty. Taką pastę pozostawiam właściwie do całkowitego wyschnięcia glinki a następnie zmywam ciepłą wodą. Przy grubej warstwie glinka może ciągnąć trochę skórę, dlatego lepiej nie przesadzać. Efekt jaki otrzymuję to gładziutka i wyraźnie oczyszczona skóra. Dodatkowo widać ładne zmatowienie i odtłuszczenie. Po takiej maseczce wydzielanie sebum jest uregulowane na dwa, trzy dni i cera ma dużo lepszy wygląd. Jeśli chcę oczyścić skórę w delikatniejszy sposób, to do mieszanki dodaję 3 albo więcej kropli oleju arganowego, mam wrażenie, że wtedy maseczka jest mniej "agresywna" i nie ściąga tak mocno skóry podczas zasychania. Szczerze mówiąc, z powyższych trzech przepisów najbardziej mi odpowiada maseczka na twarz dlatego też innych nie próbowałam. Glinkę zieloną stosuję głównie do oczysczania twarzy z toksyn i uregulowania wydzielania sebum. Jeśli chodzi o działanie upiększające to lepiej wypada u mnie glinka biała. 


Zapraszam Was na poprzednie wpisy o białej glince oraz soli jodowo-bromowej.
Niedługo ostatni wpis o olejkach eterycznych Mokosh Cosmetics.
Płyn micelarny do oczyszczania i demakijażu Naczynka - Pharmaceris

Płyn micelarny do oczyszczania i demakijażu Naczynka - Pharmaceris

• 8 kwietnia 2015 14 komentarzy
Dobry wieczór :) święta minęły i rozpoczął się na dobre kolejny miesiąc. Ja się z tego powodu bardzo cieszę, ponieważ do szczególnego dnia dziś pozostały równo cztery miesiące... Nie chciałabym wybić się z rytmu blogowania, dlatego zapraszam Was na kilka słów o micelarnym płynie do cery naczynkowej od Pharmaceris. 


Płyn do kupienia najczęściej w aptekach.
Pojemność to 200 ml, a cena około 25 zł.
Poniżej informacje o produkcie.


Moja opinia: Na samym wstępie muszę zaznaczyć, że nie mam cery naczynkowej a mieszaną. Niemniej jednak w okresie zimowym pojawiają się u mnie zaczerwienienia na policzkach, dlatego też postanowiłam dodać recenzję płynu na blogu. Kosmetyk znajduje się w plastikowej butelce, przez którą widać ile go pozostało. Zatyczka jest na klik i zamyka się bez zarzutu. Płyn jest bezbarwny, pachnie świeżo i cytrusowo. Otworek w butelce jest dość spory, przez co często wylewam troszkę za dużo na wacik, ale właściwie im mniej tym gorzej w tym przypadku. Jeśli chodzi o właściwości oczyszczające to płyn daje radę z niewielkimi zanieczyszczeniami, kremami koloryzującymi lub jako odświeżenie twarzy w ciągu dnia. Nie odczuwam aby się kleił czy pozostawiał jakąś nieprzyjemną warstwę na twarzy. Niestety kiepsko radzi sobie z tuszami do rzęs, cieniami czy ogólnie ciężkim makijażem. Trzeba by było wtedy mocno trzeć, a raczej to niewskazane przy cerze naczynkowej. Jeśli chodzi o zmniejszenie zaczerwień w moim przypadku, to słabo mu to wychodzi, niemniej jednak czuć było delikatną ulgę. Ale jak mówiłam, u mnie to tylko przy minusowej temperaturze w zimie, także bardziej patrzyłam na ten płyn pod względem oczysczania. Przyznam szczerze, że nie dałabym 25 zł za kosmetyk, który właściwie tylko przyjemnie odświeża skórę twarzy. Nic więcej w nim nie widzę, i nie będę Was zachęcać do wypróbowania.

Znacie ten płyn? Lubicie kosmetyki Pharmaceris?
Delikatny żel pod prysznic o ziołowym zapachu Melisa - Uroda Polska

Delikatny żel pod prysznic o ziołowym zapachu Melisa - Uroda Polska

• 4 kwietnia 2015 15 komentarzy
Dzień dobry :* właściwie to nie wiem czy kogoś tu dzisiaj zastanę, ale zaryzykuję. Powiem Wam, że właściwie wcale nie czuję Wielkanocy a jedynie zmęczenie. W tym roku jakoś więcej sprzątania i gotowania, i przez to całe zmęczenie to się wszystkiego odechciewa. Niemniej jednak staram się duchowo i chyba tylko będąc w Kościele jest czas na skupienie i odetchnięcie. Dziś chciałabym napisać kilka słów o żelu pod prysznic Melisa od Uroda Polska.


Kosmetyki Uroda Polska można spotkać w drogerii Natura albo w Internecie.
Pojemność żelu do 400 ml, a cena około 8 zł.
Poniżej informacje o produkcie.


Moja opinia: O ile z mydła do rąk byłam bardzo zadowolona tak żel, choć bardzo podobny to jakoś szału nie robił. Zamknięty jest w sporej butelce z zatyczką, nie widać ile go pozostało ale da się wyczuć. Konsystencja w miarę gęsta (czasami butelka zassała zawartość zanim zdązyłam cokolwiek wycisnąć), kolor biały a zapach intensywny i trochę drażniący, mocno ziołowy. Mydełko do rąk miało delikatniejszy zapach i bardziej mi się podobał. Kosmetyk bardzo dobrze rozprowadza się na skórze i również nieźle się pieni. Bardzo dobrze oczyszcza całe ciało, ale na szczęście nie czuć na skórze tego ziołowego zapachu. Jeśli chodzi o obiecane nawilżenie i regenerację skóry to właściwie nic takiego nie zauważyłam, ponieważ w moim odczuciu ten żel tylko oczyszcza skórę. Nic więcej. Ponadto, na pewno ten zapach nie działa na mnie kojąco - drażni i jest męczący. Zużywa się dość powoli, jest bardzo wydajny. Ja doszłam tylko do połowy, reszta została przelana to dozownika i służy jako mydło do rąk w kotłowni :P ze względu właśnie na zapach, na pewno do tego żelu już nie wrócę. Jeśli nie lubicie ziołowych zapachów to nie polecam.

Miałyście kiedyś ten żel pod prysznic?
Też Was tak męczą te przygotowania? :D

Wesołych Świąt Kochane! Życzę Wam, aby te dni przepełnione były wiarą, miłością i serdecznością.
Abyście zawsze trwały w zdrowiu, były pełne optymizmu i uśmiechu, a troski odsunęły na bok.
Trochę nowości z ostatnich dni. Zakupy, przesyłka i zapowiedź eksperymentu... ;)

Trochę nowości z ostatnich dni. Zakupy, przesyłka i zapowiedź eksperymentu... ;)

• 1 kwietnia 2015 32 komentarze
Cześć :) kolejny miesiąc za nami, dziś już kwiecień choć pogoda niczym w listopadzie. Mam jednak nadzieję, że już niedługo się na dobre uspokoi, bo te wariacje ciśnienia mój organizm dość mocno odczuwa, też tak macie? No ale, dość o pogodzie. Dziś dość krótki post z produktami, które zakupiłam ostatnio i wygrałam w rozdaniu.


Na zdjęciu powyżej, można wnioskować, że coś się będzie działo ;) postanowiłam, że wracam do swojego naturalnego koloru włosów. Obecnie mam czerwień, i nie jestem z niej zadowolona tak jak kiedyś, poza tym chciałabym wyglądać w dniu ślubu naturalnie. Kupiłam rozjaśniacz Multi Blond z Joanny, żeby pozbyć się trochę tej czerwieni i żeby odcień Mleczna Czekolada z Wellatonu nie był bardzo rudy. Nie wiem co z tego wyjdzie, trochę ryzykuję. Na pewno zdam relację na blogu, ale eksperyment zacznę dopiero po świętach. Oby wyszło dobrze :)


Ostatnio też udało mi się wygrać w rozdaniu u Leokadji :) szampon, dwa żele z nowej limitki i krem do rąk, oprócz szamponu zapachy są mega soczyste i pyszne :D narazie czekają w kolejce, ale jak je przetesuję to dam znać jak się sprawują. Bardzo mnie ucieszyła ta wygrana, bo kosmetyki Balea przypadły mi nawet do gustu a ciężko z ich dostępnością.


Jakiś już czas temu skusiłam się również na nowe serum Skin Perfection od L'Oreal. Nabyłam je w Naturze w promocji za 26,99 zł z tego co pamiętam, ale to już ze dwa tygodnie temu. Jak do tej pory jestem bardzo zadowolona z zakupu, ponieważ kosmetyk ten jest dość lekki a robi co trzeba. Za jakiś czas recenzja :)

Używałyście może tego rozjaśniacza z Joanny? Jak wrażenia?
Znacie jakieś ciekawe sposoby jego używania?
Trzymajcie kciuki za moje włosiska :D